To za Ammel
Panie Boże, strzeż mnie od moich przyjaciół, bo z nieprzyjaciółmi sam sobie poradzę.
Przysłowie indyjskie
Weszła na werandę i zadzwoniła. Jej długie, czarne włosy były splecione w warkocz; niebieskie oczy śmiały się. "Nareszcie piątek! -Pomyślała, oczekując na otwarcie drzwi. Zadzwoniła jeszcze raz. "Niemożliwe, żeby go nie było... Umówiliśmy się".
Drzwi uchyliły się i wyszedł wysoki blondyn o niebieskich oczach.
-Zapraszam do środka -powiedział z uśmiechem.
Kobieta weszła do mieszkania - pomieszczenia były jasne, w brązowych odcieniach i znajdowały się w nich tylko niezbędne meble.
-Herbaty z cytryną? -Spytał.
-Tak -potwierdziła, przechodząc do kuchni. Usiadła na krześle i powiedziała:
-Szef mi dał wolne popołudnie. Bo właściwie, to w robocie nic ciekawego. A jak tam twoja babcia?
-Babcia?... Aaaa.... Jeszcze nic nie wiadomo, ale ostatnio mniej narzeka... -Położył przed nią kubek. -W pracy szykują się zwolnienia. -Usiadł naprzeciw swojego gościa.
-Myślisz, że mogą cię zwolnić?
-Obawiam się, że tak. Szef ostatnio był na mnie wściekły.
-Ale przecież jesteś dobry...
Coś zadzwoniło. Daene wyciągnęła z torebki komórkę i spytała:
-Halo?
-Daene, mamy morderstwo. -Odezwał się gruby, basowy głos z telefonu.
-Szefie, ale... ale ja mam wolne popołudnie...
-Już nie. Zresztą, dałem ci je, bo nie było roboty.
* * *
Dom przy blokach. Duży i ciemny hol, a na środku martwe ciało dwudziestoparoletniej kobiety o jasnych włosach. Leżała w krwi. Na tapczanie siedział mężczyzna niewiele starszy od ofiary. Pięści wbijały się w siedzenie, głowa zwisała smętnie.
-Co tu się stało? -Spytała Daene.
-Jakiś mężczyzna wbijał nożem w brzuch kobiety. Mamy dwóch świadków... A sam morderca wyznaje, że nic nie pamięta. -Poinformował jeden z policjantów.
-Świadek to chłopak i...?
-Kobieta. Jest w drugim pokoju. Ale ona z kolei twierdzi, że widziała tylko związanego chłopaka, a za nim mężczyznę wykonującego jakieś ruchy na kobiecie.
-A ten tu, co zeznał?
-Nic.
-Jak to nic?! -Niemal krzyknęła, a siedzący się wzdrygnął lekko. I dalej siedział, jakby nic nie zauważył.
-Nie chciał odpowiadać na pytania. Jakby się zatkał.
-Chcę mieć życiorysy wszystkich osób powiązanych z tym wydarzeniem: ofiary i tych, którzy brali w tym udział. Natychmiast.
Podeszła do siedzącego mężczyzny. Nie zareagował, więc kucnęła. Spojrzała mu w oczy.
-Czego chcesz? -Spytał.
-Dowiedzieć się, co tu się wydarzyło.
Spojrzał na nią ostro.
-Nawet nie proś.
Podniosła prawą brew. Między nimi zapadło milczenie.
-Musisz. -Stwierdziła. -Albo zamkniemy tego, kto ciebie skrzywdził i ją, albo... -Urwała, bo świadek się rozpłakał.
-Nie dzisiaj... -Wybełkotał. -Proszę, nie dzisiaj...
Wstała.
-Wezwać psychologa! -Rozkazała. Podszedł do niej policjant z telefonem komórkowym i podał jej to urządzenie. Spojrzała nań zdziwiona, a on odparł:
-Mamy życiorysy wszystkich. Morderca jest ojcem chłopaka. Z wyjątkiem ofiary, są powiązani ze sobą rodzinnie. Wszyscy, którzy brali w tym udział.
Skinęła głową. Do mieszkania weszła wysoka i rudowłosa kobieta. Daene wskazała na mężczyznę siedzącego na tapczanie. Wydawał się już uspokojony, ale w oczach ciągle miał łzy.
-Niech ktoś sprawdzi, czy mieli jakiś wrogów, przyjaciół i tak dalej. -Powiedziała policjantka i wyszła z budynku, nie oddając komórki.
"Sprawa rodzinna... Motyw? Spadek? Zazdrość? Jakoś mi się wydaje mało prawdopodobne, by odbyło się to bez udziału kogoś z zewnątrz" -pomyślała, wdychając czyste, wieczorne powietrze. Już nie padało.
* * *
W pokoju przesłuchań siedziała Daene, a naprzeciw niej morderca. Miał ponad czterdzieści lat i wystraszony wzrok. Ubrany był schludnie.
-Nie piłem -oświadczył na starcie.
"No tak, były alkoholik, należał do AA" -pomyślała policjantka, kiwając głową.
-Rozmawiałem z jego dziewczyną... Z nim... -Kontynuował przesłuchiwany. Wydawało się, że się popłacze, ale tego nie zrobił. -I nagle jakby... pustka... nic... Potem... -Przełknął ślinę. -Gdy się... ocknąłem... Stałem nad jej zakrwawionym ciałem...
Daene dała znak, by ucichł. Wstała.
-Istnieją dwie możliwości -powiedziała -albo ktoś się włamał do twojego umysłu i kazał ci to zrobić, albo po prostu twoja pamięć wyrzuciła te wspomnienia. Jest jeden sposób, by to sprawdzić. Wejdę do twojego umysłu i poszukam brakujących wydarzeń... Jeśli będą, to oskarżymy cię o morderstwo. A jeśli nie... Dalej będziemy szukać.
Dotknęła jego głowy. Weszła do umysłu. Dla niej wydawało się to całą wiecznością, lecz dla przesłuchiwanego i osób postronnych minęło kilka minut. W końcu westchnęła, zdjęła rękę z głowy mordercy i powiedziała:
-Szukamy dalej.
* * *
Bał się. Dłonie mu lekko drżały. Nie wiedział, czy będzie w stanie o tym opowiedzieć. Wszedł do pokoju przesłuchań i usiadł naprzeciw policjantki. Oddychał ciężko.
-Spokojnie. -Powiedziała, jej ton był niezwykle opanowany. -Wiem, że to dla ciebie trudne, ale postaraj się, dobrze?
Skinął głową i zamknął oczy. Poczekała, aż je ponownie otworzy i zadała pytanie:
-Jak zachowywał się twój tata podczas, gdy... ?
-Tak jak zwykle... ale... nie do końca...
-Jak zwykle, to znaczy jak?
-Podszedł do mnie i... chwycił za głowę... potem, potem... uderzył mnie w brzuch... związał...
-A to twoje "nie do końca"?
-Było w tym coś... jakby dostał szału jakiegoś... jakby... nie wiem sam... było w tym coś nienormalnego.
Ich wzrok się spotkał. Mężczyzna patrzył z dziwną mieszaniną smutku i stanowczości.
-Twój ojciec... -Kontynuowała Daene -był kiedyś alkoholikiem, ponoć dużo cię bił... czy i tym razem znajdował się pod wpływem alkoholu?
-Nie pił. Nie mógł, przez większość dnia byliśmy u niego... znaczy, ja i Agata...
Kiwnęła głową. Teraz miała dowód. Problem w tym, że brakowało zaczepienia, skąd ten atak. Miała też wątpliwości, czy kontynuować przesłuchanie, gdyż wiedziała, iż świadek jest po traumatycznych przeżyciach. Zmarszczyła brwi i postanowiła zaryzykować:
-Czy Agata miała jakiś wrogów?
-Nie wiem.
Utknęli w martwym punkcie. "Świetnie" -pomyślała policjantka, wstała i oświadczyła, że koniec przesłuchania.
* * *
Jacek. Świadek i ofiara w jednym. Jego ojciec go związał, a następnie zamordował jego dziewczynę. Czy on mógł mieć jakiś wrogów? Rodzice dziewczyny nastawieni przyjaźnie, ich kontakty i oni sami niezbyt spokrewnieni z mocą... Najbardziej prawdopodobne jest to, że to jego ojciec ma wrogów. Albo...
Drzwi się otworzyły i urwały tok myślenia Daene. Do środka weszła psycholog, ta sama, która zajmowała się nieszczęsnym świadkiem. Policjantka się zdziwiła.
-Powiedział, że chce z tobą rozmawiać. Mówił, że to coś ważnego.
Daene zerwała się i pobiegła prosto do pokoju przesłuchań. Jacek już siedział na swoim miejscu. Weszła do środka i usłyszała:
-Nienawidzi mnie.
Zaskoczona, nie wiedziała, co powiedzieć. Usiadła naprzeciw Jacka i spytała:
-Kto i za co?
-Daniel. Kiedyś... pożyczyłem od niego pieniądze. Od tamtego czasu zdołał mnie pobić i zagrozić. Aczkolwiek... -Urwał, marszcząc brwi -nie prosił o oddanie stówy.
Daene wydało się to dziwne. Historia nie trzymała się kupy. I to by było zbyt proste...
-Więc -powiedziała -o co mu chodziło?
-Nie mam pojęcia.
-Sprawdzimy. Podaj nam nazwisko tego gościa.
* * *
Wpadli do mieszkania, niczym huragan. Dom był duży, leżał na przedmieściach willowych. Daene ostrożnie posuwała się naprzód, osłaniało ją pięciu policjantów. Miała nadzieję, że Jacek miał rację. Ale wiedziała również, że to mało prawdopodobne.
Podejrzanego zastali w kuchni. Akurat kroił chleb. Zaskoczony, upuścił nóż na podłogę. Nawet nie zdążył spytać, o co chodzi, a Daene już była przy nim i zadawała pytania:
-Znasz Jacka Crowleya?
-A bo co?
-Odpowiedz: tak albo nie!
-Tak.
-Bierzemy!
* * *
Pozwoliła świadkowi przysłuchiwać się zeznaniom podejrzanego.
-Jakie mieliście stosunki? -Spytała Daene, wpatrując się w oczy Daniela.
-A co panią to obchodzi?
-A obchodzi mnie, bo dla mnie liczy się sprawiedliwość. Czyli ukaranie mordercy. -Przez moment miała wątpliwości, czy dobrze zrobiła, zdradzając się; później jednak pomyślała, że jeśli przesłuchiwany istotnie posiada magiczne zdolności, to i tak wie. I to od samego początku.
-A co Jacek zrobił? -Spytał bezczelnie podejrzany.
-Ja tu zadaję pytania, panie Sanders. Proszę odpowiedzieć uprzejmie albo.... będziesz miał problemy.
-Jacek był moim przyjacielem od najmłodszych lat. Czego się czepiacie?
-Nadal jesteście przyjaciółmi?
Czuła, że złapał haczyk.
-Nie. -Odpowiedział po chwili namysłu. -Zerwaliśmy ze sobą kontakt, gdy on poszedł na studia.
-A jak to się stało?
-Nie oddał pieniędzy. Moich sto ciężko zarobionych stów poszło na marne przez jakiegoś dzieciaka.
"Chodzi tylko o sto złotych?" -Pomyślała z zaskoczeniem policjantka. -"Przecież to idiotyzm!".
Na twarzy Jacka malowało się napięcie. Też mu się nie chciało wierzyć w te pieniadze. Zacisnął pięści.
-Posiadasz jakiś magiczny talent? -Spytała. Znała odpowiedź na to pytanie i obawiała się, że pytanie nie spełni nadziei, jakie w nim pokładała.
-Tak. Każdy ma. Ale nie każdy może je wykorzystać. Jacek mógłby to zrobić. I byłby sto razy lepszy ode mnie.
"Który z nich kłamie?" -Spytała sama siebie. I zarządziła koniec przesłuchania.
* * *
Bo to było tak: Jacek chciał nałożyć na Daniela podejrzenia, bo go nienawidził. Nic na gościa nie znaleźliśmy. Ale Daniel z kolei... chciał nałożyć na Jacka podejrzenia? Po cholerę świadek miałby sam siebie krzywdzić?
Zajrzała na planszę. Jacek był związany i znajdował się w szoku... Czy aby na pewno był w szoku? Psycholog twierdzi, że tak: morderca zaatakował znienacka, będąc jego ojcem, który w dodatku kilka lat temu przestał tak robić. Byli na etapie budowania zaufania... Agata - zamordowana. Żaden z jej znajomych, w tym i jej chłopak nie wiedzieli nic o jej wrogach. Ojciec świadka - hm... No przecież już nie był wrogiem syna. Wróg... Wróg mógłby być... ? Cholera - myślała gorączkowo Daene -coś tu nie gra. Coś musiała przeoczyć. Przejrzała jeszcze raz swoje notatki o znajomych byłego alkoholika: żadnego sensownego motywu nie mogła znaleźć wśród nich. Ale może jakaś zadawniona waśń? I czy AA nadal mogą korzystać z mocy?
Zadzwoniła przez komórkę.
-Marcin? -Spytała.
-Tak -głos był męski i basowy.
-Czy ludzie, którzy stali się alkoholikami nadal potrafią korzystać z mocy?
-Alkoholicy mają większość energii zepsutej, podobnie jak narkomani. W tym, że alkoholik - jeśliby wyszedł z nałogu - może ją odbudować i ponownie zająć się magią. A co?
-A, mam sprawę o morderstwo. Atak na umysł.
-Hm. Dobra, muszę kończyć. Pa.
Więc może ktoś z AA? -Myślała dalej Daene. Spojrzała na planszę ze schematem. -"No i pozostaje nam jeszcze drugi świadek".
* * *
-Waśń? -Spytał zaskoczony czterdziestoletni mężczyzna, który był ojcem Jacka. -Hm... Tak, z jednym się pokłóciłem, niejakim Markiem Saworzałą. Ale on stary alkoholik, nawet nie wiem, czy jeszcze żyje...
-O co poszło? -Spytała, przerywając monolog mordercy.
-O alkohol -roześmiał się, ale natychmiast uspokoił się, widząc poważną minę policjantki. -Gościu chciał ode mnie pożyczyć pieniądze na wódę. Nie dałem mu. Ostro się pokłóciliśmy...
"To nie to" -pomyślała. I wiedziała, że ma rację, ale zarządziła sprawdzenie osoby kolejnego podejrzanego.
Po przesłuchaniu podeszła do tablicy. "A kobieta?" -Spytała samą siebie. -"Nie lubią jej w pracy... Hm." -Pomyślała. Zarządziła przesłuchanie kobiecego świadka na godzinę piętnastą. Czyli pozostało jej dwie godziny.
Poszła do Jacka - siedział samotnie na ławce, przed komendą. "Wygląda na ponuraka" -stwierdziła, po czym usiadła obok niego i spytała:
-Jesteś pewien, że ani ty, ani ona nie mieliście żadnych wrogów?
-Daniel.
-Daniela sprawdzaliśmy, nic na niego nie mamy. Coś więcej?
-Nie wierzę w jego niewinność.
-Dlaczego?
Spojrzał na nią.
-Przez stówę? -Spytał. -Jakoś w to nie wierzę. Gdy chodziliśmy do liceum i uporaliśmy się z moją pożyczką...
-Uporaliście się?
-Dyrekcja nas zmusiła, byśmy się pogodzili.
Uśmiechnęła się.
-Pewnego dnia wychodziłem ze szkoły... Byłem ledwo żywy: pół dnia w budzie, bez śniadania, a w dodatku ojciec... -Urwał. -Zaatakowało mnie czterech chłopaków, jeden miał nóż. Wśród nich był Daniel. I wtedy powiedział coś, czego do dziś nie rozumiem.
-Co?
-"To za Ammel".
-To za Ammel?
-Tak powiedział -wzruszył ramionami. -Po czym mnie pobili aż do krwi. Ledwo się dowlokłem do jakiegoś mieszkania, gdzie mnie znalazła Agata.
-Co to za Ammel? -Spytała.
-Nie wiem. Kiedyś to imię słyszałem... -Urwał. -W jednej z klas była dziewczyna, nazywała się Ammel. Miała wypadek... -Zmarszczył brwi. -I chyba straciła w nim życie.
"Ammel? Dziewczyna? Trop!" -Pomyślała Daene.
-Pamiętasz jej nazwisko? -Spytała.
-Nie.
* * *
-Ładne imię. -Powiedziała, kręcąc się na krześle.
-Wiem. -Odpowiedział Marcin. Byli u niego w biurze. -Dość wolno idzie ci to śledztwo.
-Bo mam mało śladów. To był atak na umysł, a nie zwyczajne morderstwo. Równie dobrze sprawa mogłaby się zakończyć niepowodzeniem.
-Czego tobie nie życzę. Ammel... Coś mi mówi. Kiedyś zbierałem wycinki z gazet, które mówiły o morderstwach i wypadkach...
-Dlaczego?
Zarumienił się i burknął:
-Dziecinada, teorie spiskowe. -Podszedł do regału z książkami i wyjął dużą książkę. Albo coś, co sprawiało wrażenie książki. Podał to policjantce. Ta zacżęła przeglądać informacje ze starych gazet: od roku 2005 do roku 2030.
-Dwadzieścia pięć lat zbierałeś?! -Była w szoku. Jak ktoś może wierzyć przez dwadzieścia pięć lat w teorie spiskowe i nagle stracić w to wiarę?
-Przyzwyczajenie. Oglądaj, a nie gadaj.
-Jest. -Zmarszczyła brwi. -Ammel S. została zamordowana... -Urwała. -Ale on mówił o wypadku?
Przeglądała dalej. Znów się na coś natknęła. -Ammel S. miała wypadek, straciła rękę. -Mruknęła. Zdjęcia wyraźnie wskazywały, że chodzi o tę samą osobę. "Skoro Daniel był wściekły na Jacka... młodzieńcze wyżywanie się albo..." -Urwała.
-Mam prośbę? -Spytała.
-Tak?
-Mógłbyś wezwać na pomoc Sebastiana?
-A po co ci?
-Chcę, żeby sprawdził, czy w... -Zarumieniła się. -No, w tej poświacie wokół człowieka...
-Aurze.
-Ano, w aurze Jacka widać jakieś ślady morderstwa.
-A ty tego nie widzisz?
-Widzę, że jest nieszczęśliwy... Ale...
-Nie ma sensu wzywać Sebastiana. -Spojrzała na niego wściekle. -Lepiej sprawdź dokładnie wypadek i morderstwo Ammel S.
* * *
Ammel miała szesnaście lat, kiedy jechała autokarem do Krakowa z Gorzowa. Niestety, stan polskich dróg w tamtych czasach nie należał do najznakomitszych, a i pogoda była kiepska - śnieżyca, łatwo było o poślizg. Autokar nie dość, że wpadł w poślizg, to jeszcze walnął o drugie auto, którego właściciele zginęli na miejscu. Ammel miała szczęście, że była w szesnastu z dwudziestu sześciu osób, które przeżyły to nieszczęście. Dziewczyna niestety straciła rękę, ale żyła.
-To musi być mordestwo. -Mruknęła ze zniechęceniem Daene. -Ale z drugiej strony, o co mogło chodzić Danielowi? Przecież Jacek...
Świadek mógł kłamać. Podobnie jak podejrzany i wszyscy inni.
"Ammel" -Pomyślała policjantka i dalej przeglądała akta policyjne. Znalazła to, czego szukała, wyjęła kartkę, po czym stwierdziła, że nie znaleziono mordercy Ammel. Chociaż... Dziewczyna miała nóż wbity w brzuch. Tak samo, jak Agata. I miały po tyle samo dźgnięć: siedemnaście. Stwierdzono, że to mógł być atak na umysł. Kręciła głową. "Morderca sprzed lat?" -Spytała sama siebie.
Zarządziła przesłuchanie Daniela na godzinę piętnastą. Spojrzała na zegarek i natychmiast zerwała się do pokoju przesłuchań.
-Przepraszam -wydyszała -ale musialam coś jeszcze sprawdzić.
Weszła do środka, podejrzany już czekał.
-Znałeś Ammel S.? -Spytała. Daniel spojrzał na nią zaskoczony. Powtórzyła.
-Tak...
-Jak wyglądała wasza znajomość?
-Kochaliśmy się...
"To by wyjaśniało sprawę." -Pomyślała. -"Ale nie wyjaśnia, kto to zrobił" -ofuknęła siebie i zadawała dalej pytania:
-Czy Jacek Crowley ją znał?
Przesłuchiwany długo się zastanawiał. Zastanowiło to Daene.
-I tak, i nie. -Padła odpowiedź.
-Co znaczy tak?
-Widywali się na korytarzu. W sklepie... Rozmawiali przy zakupach... Ale, żeby to była jakaś znajomość, to niespecjalnie.
-Gdy chodziliście do liceum -przerwała milczenie -napadłeś z trzema kolegami na Jacka. I powiedziałeś wtedy "To za Ammel". Czy to prawda?
-Napadłem, ale tego nie powiedziałem.
Zaskoczyło ją to. Któryś z nich kłamał. Tylko który? Westchnęła ciężko.
* * *
-On jej nie znał.
-Tak twierdzi. -Powiedział Marcin. Uśmiechał się głupkowato, ale dzisiaj nie miał szczęścia - Daene to nie wkurzyło.
-Oni tak twierdzą. Po co Daniel miałby nagle uniewinniać Jacka?
-Żebyś myślała, że nie chce manipulować tobą przy śledztwie.
-A skąd pewność, że chce?
-Każdy winny to chce.
-Myślisz, że to Daniel? Bo ja już tracę wątek... To wygląda tak, jakby morderca po piętnastu latach wrócił i powiedział: "Nadal jesteście beznadziejni, nie złapiecie mnie".
-A nie uważasz, że mogłoby też być tak, że Daniel ma wrogów?
-Teoria spiskowa?! To już naciągane, Marcin...
-Policjant musi brać pod uwagę wszystkie rozwiązania.
-Nawet te, że rząd USA zarządził morderstwa?
Roześmiał się.
-Czy Agata znała Daniela? -Spytał.
Daene nagle zamurowało. Czy oni się znali? Nie wpadła na to, by odpowiedzieć sobie na to pytanie. A przecież mogło okazać się kluczowe dla sprawy.
* * *
Sprawa coraz bardziej denerwowała policjantkę. Dwie zamordowane w przeciągu piętnastu lat. Nie uwierzy, by chłopcy - ledwo trzynastolatkowie - byli do tego zdolni, a przynajmniej do pierwszego. W dodatku - Jacek nie znał Ammel, a Daniel - Agaty. Dni mijały, a sprawa leżała bez żadnego rozwinięcia.
Może powinna na to popatrzeć z innej strony? Gdyby to był seryjny morderca, to czego by szukała? Wspólnych cech dziewcząt? Obie były młode, obie były blondwłose... No ale chyba nie każe przeszukać całego miasta w poszukiwaniu tego, kto lubi ten typ dziewczyny? Obie były tak samo zamordowane.
Czuła, że robi się coraz bardziej zmęczona... Do gabinetu weszła sekretarka.
-Jakiś świadek.
-Świadek? -Zaskoczona policjantka poderwała się.
-Daniel... Chyba.
"A czego on tu chce?" -Zdziwiła się Daene i natychmiast skoczyła na korytarz. Od razu zlokalizowała przesłuchiwanego i podeszła do niego.
-Co?
-Powiedziałem tak.
-Jak?
-"To za Ammel".
-I?
-Byłem przekonany, że zrobił to Jacek. Spotkałem pewnego gościa, który pokazał mi znaczące dowody, że to on.
-Jakie dowody?
Policjantce zrobiło się słabo, więc usiadła. "Naciągane" -pomyślała.
-Ammel podobała się Jackowi, chociaż słabo ją znał, jeśli można to tak nazwać. W dodatku miał predyspozycje do bycia magiem. Uwierzyłem, że nauczył się nią posługiwać. Nieznajomy powiedział mi, że Jacek był zazdrosny i dlatego to zrobił.
-Bajeczka.
Zapadło milczenie.
-Potrafisz opisać tego... rzekomego świadka?
-Ukrywał się. Powiedział, że strasznie wygląda i nie chce, bym się wystraszył. Nie chciałem mu uwierzyć, robiłem wszystko, żeby go podglądnąć, ale on mnie zablokował magią.
-Magią. Czy twoim zdaniem ten nieznajomy byłby w stanie wejść do czyjegoś umysłu i kazać mu zabić kogoś?
-Tak.
* * *
Zadzwoniła do Jacka, żeby wpadł do niej wieczorem. Stwierdziła, że świadek, jak świadek, ale to porządny chłopak i raczej nie popełnił dwóch zbrodni. A poza tym...
Zmarszczyła brwi. Ktoś tu był. Albo jest. Otworzyła drzwi do swojego mieszkania. Wyczuła czyjąś obecność - znajomą obecność. Weszła do kuchni i zastała Marcina odwróconego do niej tyłem.
-Omal byś jej nie rozwiązała. -Powiedział.
-Co?
-Tobie może się wydawać, że wiele ci brakuje do odnalezienia mordercy. Ale to nieprawda. Jesteś zdolną policjantką i prędzej czy później odkryłabyś prawdę.
Poczuła dreszcze. To nie był Marcin - a przynajmniej nie ten, którego znała.
Odwrócił się napięcie. W prawej dłoni miał nóż.
-Mógłbym ci zadać siedemnaście dźgnięć, gdybym chciał. Ale po co? Wystarczy, że zrobisz coś dla starego, dobrego przyjaciela.
Chciała uciekać, ale duma policjantki nakazywała jej zostać na miejscu. Jeszcze nie wierzyła, z kim ma do czynienia.
-Najpierw napiszesz list pożegnalny. Później popełnisz samobójstwo.
-Nie zrobię tego. -Opanowała drżenie głosu jak najbardziej umiała. Cofnęła się.
-Zrobisz. Jesli nie z własnej woli, to z mojej.
"Cholera jasna!" -Pomyślała Daene. -"To... kurwa!".
Cofnęła się. Uśmiechnął się. Wyciągnął rękę przed siebie. Trzymał w niej kartkę i długopis.
-Napisz. -Powiedział.
Po prostu powiedział. Po prostu chłodno, bezemocjonalnie chciał, by się zabiła. Po prostu wiedział, że nie ma z nim szans. I po prostu.
Czuła, że się popłacze. "Nie, to niemożliwe" -myślała, chciała uciec. Dokądkolwiek, byle nie do zaświatów.
Zadzwonił dzwonek.
-Acha. Kto? -Spytał.
-Jacek.
-Otwórz.
Zrobiła to, co jej kazał. Chciala przybyszowi powiedzieć, żeby nie wchodził. Ale on bez słowa wkroczył do mieszkania.
-Dzień dobry. -Usłyszeli słodki głos Marcina. -Kawy?
-Nie, dziękuję. -Odpowiedział Jacek. Nie miał zbyt dobrych przeczuć.
-Może jednak?
-Co tu się dzieje? -Spytał szeptem świadek.
-On chce mnie zmusić do samobójstwa -odszepnęła.
-Miło, prawda? -W wejściu do przedpokoju ukazał się Marcin - uśmiechał się. Ale nie głupkowato, tylko złośliwie.
-Odczep się. -Stwierdził Jacek. Były przyjaciel podszedł do świadka i powiedział:
-A co? Mało ci było?
-Odczep się.
Wrzasnęła. Jacek poleciał na komodę. Stracił przytomność.
-J... jak... -Wybąkała. Oprawca chwycił ją za włosy i podciągnął do góry.
-A teraz, moja panno, zrobisz to, co ci każę. Bo inaczej twój świadek przepadnie jak kamień w wodę.
* * *
Siedziała nad pustą kartką już godzinę. Jacek leżał na podłodze związany. A ona nie wiedziała, co ma napisać. "Że niby sama tak? Bo nie umiałam rozwiązać sprawy... Co to jest, Japonia czy co?".
Marcin był cierpliwy. Był tak cierpliwy, że ta jego cierpliwość zaczynała działać na nerwy kobiecie.
"Odchodzę. -Napisała. -Po prostu. I just." -Po namyśle dodała jednak: "PS.: To za Ammel. Daene".
-Ładny list. -Powiedział morderca, stojąc nad policjantką.
-Odpieprz się. -Odpowiedziała i poczuła, że ma ochotę płakać. Tak się do przyjaciela nie mówi... Ale on już nie jest jej przyjacielem.
Uśmiechnął się tylko i powiedział:
-A teraz idź zrób to, jak ci najwygodniej.
-Nie zrobię tego, chyba, że mnie zmusisz, włamując się do umysłu. Ale wtedy to by było morderstwo.
-Myślisz, że ktoś by to wykrył?
-Myślisz, że ktoś uwierzy, że rząd USA nakazał nam zbiorowe samobójstwo?
Uderzył ją w policzek.
-Cóż. Myślę -powiedział po chwili namysłu -że tak stawiając sprawę, uczynisz mnie poszukiwanym. Ale nadal mogę włamać się do umysłu i wymazać z pamięci co niektóre wspomnienia...
-To za Ammel. -Mruknął Jacek, odzyskując przytomność. Spojrzeli na niego ze zdziwieniem. -Ammel cię znała. I Agata też.
"Więc to jest ten wspólny element dla nich wszystkich." -Pomyślała Daene. Zdziwiła się, że będąc w takim potrzasku emocjonalnym jest jeszcze w stanie logicznie myśleć.
-Tak, znały mnie. -Powiedział. -Dla Ammel byłem starym, dobrym kumplem-wolontariuszem. Też pracowała w wolontariacie. Nadawała się. Piękna, młoda i tylko moja. Agata...
Urwał. Uśmiechnął się.
-Zresztą, to bez znaczenia. -Powiedział. -No, Daene, do roboty.
Policjantka nie odezwała się. I nie ruszyła się. Pociągnął ją za włosy, by wstała.
-Do roboty -burknął.
-To za Ammel! -Burknęła i kopnęła oprawcę prosto w jaja. "Co za chuj!" -Pomyślała z niesmakiem. Nadal czuła się nieswojo. Podbiegła do Jacka i próbowała go rozwiązać.
-Zostaw mnie i uciekaj. -Powiedział świadek.
-W dupie to mam -odpowiedziała -jesteś kimś, komu mogę zaufać. -W końcu udało jej się rozplątać sznurek. Pobiegli do wyjścia.
-A, a. -Powiedział słodkim głosikiem Marcin, stając naprzeciw nich. -Telenowelę zaczynamy?
Daene próbowała otworzyć drzwi, ale coś jej się nie udawało.
-Co jest grane, do cholery! -Wrzasnęła.
-Oboje zginiecie.
Nieoczekiwanie zadzwonił dzwonek. Marcin zezwolił, by policjantka otworzyła drzwi.
-A, tu jesteście... Szef ma nowe zadanie.... -Urwał. To był Daniel. -Co jest?
-On jest mordercą. -Wydusiła Daene, wskazując na Marcina.
-Mordercą. Ammel i Agata. -Skinął głową. -Idźcie. Ja się nim zajmę.
-Ale...
-Uciekajcie!
Wybiegli, ile sił mieli w nogach. Daniel wszedł do środka. I zamknęły się za nim drzwi.
-Cholera jasna -mruknęła do siebie Daene i się rozpłakała. Tak zwyczajnie, rozpłakała się. Poczuła miękkie ramiona Jacka.
* * *
Siedziała na ławce przed komendą i patrzyła, jak dwaj przyjaciele się witają.
-To była ciężka noc. -Powiedział Jacek, widząc zmęczoną twarz Daniela. Ten ostatni wzruszył ramionami i powiedział:
-Najważniejsze, że morderca znalazł się za kratkami. A ty za to masz humor jakbyś conajmniej się zaręczył z Agatą.
Jackowi na chwilę mina posmutniała, ale powiedział:
-Wiem, że ona by się cieszyła. Za tydzień kończę studia.
-Ponoć byłeś lepszy niż ja.
-I dlatego będę miał od razu pracę.
-A jaki kierunek panowie skończyli? -Spytała policjantka, wstając.
Uśmiechnęli się i powiedzieli:
-Ten sam co ty, tylko wzięliśmy specjalność magiczną.
Wyglądała na zamyśloną.
-To za Ammel i Agatę, prawda? -Spytała cicho, wpatrując się w niebo.

digg it
del.icio.us