Podziemie LO
Za pomoc serdecznie dziękuję:
Jau, Tuulikowi, Dawidowi – Heli, Tokoece
01 luty 2006 rok - Środa
Licealista dzisiaj wstał lewą nogą. Dowiedział się dwóch rzeczy. Pierwsza, to taka, że ferie będą już niedługo. Druga to taka, że jego koleżanka z innej klasy będzie jechać na Litwę w ramach programu Comenius – Socrates (zawsze mu się myliło, który program dla kogo jest przeznaczony).
Licealista: Dlaczego ona, a nie na przykład ty?!
Kumpel: Dyrekcja traktuje to jako nagrodę za najlepsze wyniki w nauce, za jakieś wspaniałe osiągnięcia...
Licealista: Taaaa? Ale przecież TY też masz jakieś osiągnięcia!
Kumpel: Wiesz co? Po pierwsze, ona jest pupilem dyrekcji. Promują i reklamują ją, gdzie się tylko da i jak się da. Po drugie, to sprawa dyrekcji, kogo wybierze do wyjazdu.
Licealista: Wybierze?!?! To nie spytają nawet, kto chętny, tylko ot, tak, za plecami uczniów wybiera?!
Kumpel: Wiesz co, gdyby się spytali, byłoby za dużo chętnych...
Licealista: Nie sądzę, by to było jednorazowe! I nie sądzę, by to było fair wobec uczniów, wybieranie za ich plecami osób, które wyjadą za granicę, tylko dlatego, że ci mają super wyniki! Och! W dodatku o tym, że w ogóle ktoś ma wyjechać, dowiedzieliśmy się pocztą pantoflową! I to od kogoś z gimnazjum!
Kumpel: Wiedziałem, że szlag cię trafi, jak się o tym dowiesz. Szykuj się jednak na sprawdzian z geografii. Teraz będzie.
Licealista: Co takiego?! Teraz mi to mówisz?!
02 luty 2006 rok – Czwartek
Licealista dzisiaj wstał obiema nogami. W szkole żadnych rewelacji nie było. Poza tym, że Licealista miał całkiem zwyczajny dzień, był wkurzony.
Kumpel: Wiesz, co się mówi o takich kolesiach, jak Ty, Daniel?
Licealista: Nie, do cholery! Tak chciałem pojechać na Litwę teraz i teraz mi ta szansa przelatuje koło nosa...
Kumpel: A ty nadal o to się wściekasz? Ale o takich mówią: zbuntowani nastolatkowie....
Licealista: Nie jestem żadnym zbuntowanym nastolatkiem!!! Jestem wkurzonym nastolatkiem!!! Dyrekcja daje zły przykład! Dyrekcja jest zła, wybierając do fajnych rzeczy ludzi za plecami uczniów!! Kurdeee, nooo!!!
Kumpel: Ty nie jesteś zły na dyrekcję, ty masz, człowieku, PMS.
03 luty 2006 rok – Piątek
Licealista dzisiaj wstał prawą nogą. Humor miał już dobry. Pierwsza matematyka była – dowiedział się, że oblał sprawdzian. Lecz nie zepsuło mu to humoru.
Kumpel: O, widzę, że PMS już ci przeszedł...
Licealista: Piątek, nareszcie nadchodzi wolność! Ach, nie cieszysz się?
Kumpel: Wolność, nie wolność... Wiesz, przemyślałem już sobie tą całą sprawę z dyrekcją i tą naszą koleżanką... Masz rację, to jest wredne. I złe. Kiepski przykład daje młodym ludziom. I chcę, wraz z kumplami z kółka informatycznego założyć tajną stronę.
Licealista: Jaką znów tajną stronę??
Kumpel: Będzie na niej wszystko, w tym: krytyka władzy – dosadna i wprost mówiąca kto i dlaczego. Chcemy ciebie, na redaktora tego działu.
Licealista: Co?! Mnie?! Ale dlaczego?!
Kumpel: Bo dajesz ludziom do myślenia. Bo jesteś dobry.
04 luty 2006 rok – Sobota
Licealista wstał dzisiaj obiema nogami. Czuł się nijako. Jedną z przyczyn było to, że wczoraj przyjął propozycję bycia redaktorem organizacji, którą nazwał z kumplem Podziemie LO. Dzisiaj, na tajnym pokoju, założonym na Onecie, miało być spotkanie całej grupy – jego, Kumpla i jego znajomych z kółka informatycznego.
Czuł się odpowiedzialny za zadanie, które mu powierzono. Godzina 17 – godzina zero. Spotkanie na chacie, w pokoju Podziemie_lo_kijanka.
Kumpel: Witajcie, moi mili... Zebraliśmy się tu, aby omówić działalność Podziemia LO. Od czego zaczniemy?
Licealista: Chyba od tego, w jaki sposób działamy i gdzie zamierzamy się spotykać.
Kumpel: głupio tak prowadzić w tak waznych sprawach rozmowy tylko przez neta
Yoseki: Proponuję spotkania w kawiarni Pod Bzyczkiem na manhatanie
Licealista: Pierwsze słyszę o tej kawiarni.
Jackus: To taka kawiarenka, do której trudno się dostać. Otworzyli niedawno.
Kumpel: W piątki o siedemnastej i środy o tej samej porze
Licealista: pasuje
Jackus: to teraz czym sie zajmiemy?
Licealista: strona www
Yoseki: miala byc gazetka!
Kumpel: No i wygadales sie, osle patentowany! Gazetka bedzie, jak fundusze zbierzemy. A zrobimy to bardzo prosto. W kazdym razie, najpierw strona.
Licealista: Ile mamy ludzi do naszego dzialu?
Kumpel: Na razie zero, trzeba ich do nas wciagnac. Dasz rade, czy mam to zalatwic?
Yoseki: CHLOPCY!!!! DAMY RADEEEE!!!! ZWYCIEZYMY Z NIEHONOROWĄ DYREKCJĄ!!!!
05 luty 2006 – Niedziela
Licealista wstał dzisiaj lewą nogą. O ile sobotę i piątek jakoś przeżył, o tyle modlił się o to, by dał radę na poniedziałek odrobić całe stosy zadań – niektóre zaległe sprzed dwóch tygodni...
06 luty 2006 – Poniedziałek
Licealista wstał dzisiaj lewą nogą. Gdy przyszedł do szkoły, pierwsze, co miał, to niezapowiedziany sprawdzian z polskiego. Druga rzecz – nieszczęśliwa – która, mu się wydarzyła tamtego dnia, to dowiedział się o kolejnym skandalu z udziałem Samorządu Szkolnego.
Kumpel: Skandal w dyrekcji.
Licealista: Dlaczego?
Kumpel: W piątek była dyskoteka szkolna. Przygotowali sprzęt, a nawet reflektory. No i nikt nie przyszedł. Dyrekcji bardzo się to nie spodobało i stwierdziła, że pora coś z tym biednym samorządem zrobić. Zwołuje zebranie po ośmiu lekcjach. Dla chętnych i samorządu.
Licealista: Że jak?!
Kumpel: To, co słyszałeś. Mamy kolejny temat do Podziemia LO. Hanka też się na to pisze. Powiedziała, że napisze o kulisach tego, dlaczego nasza koleżanka będzie jechać na Litwę.
Licealista: O, świetnie. A ja napiszę o głupim samorządzie, który zorganizował dyskotekę, o której nikt, poza samorządem, nie wiedział.
Kumpel wybuchnął śmiechem.
Kolejne lekcje nie upłynęły zbyt dobrze dla Licealisty. Był zamyślony, a co najgorsze, miał jeszcze dwa sprawdziany, w tym jeden, na który nic nie umiał. Po lekcjach poszedł na to nieszczęsne spotkanie samorządu szkolnego, gdzie dowiedział się od dyrektorki, że: „Samorząd Szkolny jest niezorganizowany i leniwy i trzeba coś z tym zrobić”. Tylko – nie podano, CO zrobić.
07 luty 2006 – Wtorek
Licealista wstał prawą nogą. Dowiedział się, że kilka sprawdzianów z zeszłego tygodnia zaliczył. I dowiedział się również, że Yoseki na piątek przygotuje stronę Podziemia LO. Wejście na nią będzie zabezpieczone hasłem. Grafikę ma wykonać Amaterasu_1 – utalentowana licealistka ze Skwierzyna, przyjaciółka Jackusia.
Kumpel: Cholera, nie zaliczyłem chemii... I co ja teraz zrobię...
Licealista: Poprawisz albo napiszesz następny dobrze. Hania już napisała ten tekst.
Kumpel: Czytałeś?
Licealista: Nie. W domu przeczytam. Acha – w szkole proponuję posługiwać się kodem.
Kumpel: Enigmą?
Licealista się roześmiał.
08 luty 2006 – Środa
Licealista wstał prawą nogą. Szczerze mówiąc, był cały w skowronkach. Po pierwsze, nie mógł się doczekać spotkania grupy Podziemie LO. Ponadto, dowiedział się, że z matmy i geografii dostał czwórkę. Pozostałe lekcje przesiedział, byle przesiedzieć.
Spotkanie... Przyszli wszyscy: jackus, Yoseki, Kumpel, Licealista, Hanka i Elwira. Usiedli do stołu. Zaczął Kumpel, przyciszonym głosem:
-Witam na pierwszym tajnym spotkaniu tajnej organizacji Podziemie LO. Naszym zadaniem jest skrytykować dyrekcję za jej sadystyczne działania względem uczniów i doprowadzić do tego, by zmieniła swoją działalność.
-Ale w poniedziałek przecież pokazała, że nie lekceważy spraw uczniów. -Powiedziała Hanka, marszcząc brwi.
Kumpel: Hanka, dlatego musisz wykryć powody, dla których to zrobiła. Bo mi się to wydaje bardzo podejrzane. Nigdy nie pokazywała, że zależy jej na uczniach, a tym bardziej na dyskotekach.
Licealista: Zresztą, Hanka, to była pokazówka. Niczego poza tym, że nie było dyskoteki, i co sądzi o Samorządzie dyrekcja, nie można się było dowiedzieć.
Elwira: Może miało to zmobilizować opiekuna samorządu do tego, by coś zrobił z tym fantem?
Licealista: Elwira, na co są nam spekulacje? Trzeba się dowiedzieć, jakie są fakty, a nie odtwarzać sytuację II Rzeczypospolitej po zamachu stanu. Przeczytałem tekst Hanki i jest świetny. Ale uważam, że to za mało, by zmobilizować uczniów do walki.
Hanka: Więc co mam zrobić, by było dobrze?
Licealista: Dodać komentarze. Takie, które potępiają to, co zrobiła dyrekcja.
Kumpel: Słuchajcie, do piątku chcę widzieć poprawiony tekst i stronę, Yoseki. W piątek rozdzielimy, kto ma do jakiego działu napisać teksty i raz na ile ma być aktualizacja na stronie. Zajmujemy się dalej zrzeszaniem ludzi i powoli dajemy uczniom hasła dostępu, dobra?
09 luty 2006 – Czwartek
Licealista wstał lewą nogą. Czuł, że będzie miał problemy. I nie mylił się. Pierwsza lekcja – angielski. Babka opieprzyła go za to, że się nie uczy i jest kompletnym idiotą, skoro nie umie języka i chce zdawać z niego maturę.
Takie zachowanie nauczycieli wzbudziło w nim bunt.
Licealista: Tak dalej być nie może! Ta wariatka nas wszystkich wykończy!
Kumpel: I właśnie po to stworzyliśmy Podziemie LO – żeby nie wykończyła. Zajmuj się rozprzestrzenianiem pomysłu po szkole, jest już Eliza i Marek, w piątek przyjdą na nasze spotkanie. Teraz twoja kolej, chłopie.
10 luty 2006 – Piątek
Licealista wstał prawą nogą. Nie miał dzisiaj żadnego sprawdzianu, za to było spotkanie, którego nie mógł się już doczekać. Wybiła siedemnasta.
Usiedli wszyscy przy stole.
Kumpel: Witam serdecznie, zarówno nowo zebranych, jak i starych wyjadaczy. Dzisiaj rozdzielę role. Yoseki, zajmujesz się stroną i wstawianiem tekstów na stronę. Jackus, zajmujesz się reklamowaniem i pomocą Yosekiemu. Licealista, zajmujesz się działem Krytyka władzy. Hanka, zajmujesz się donosicielstwem faktycznym. Reszta – Elwira, Marek, Eliza, Sebastian, Zgred – zajmujecie się pisaniem. Są komentarze, pomysły, sugestie?
Licealista: Hanka, twój tekst już jest w porządku. Można go dać na stronę. A co z informacjami, jakie miałaś nam dostarczyć?
Hanka: Do naszej szkoły chodzi syn dyrektorki. Jest w drugiej C. Wiem, od jego kumpla, że razem się wybierali na dyskotekę. Niestety, gdy zobaczyli, że nikogo oprócz nich nie było, wyszli. Synek się wkurzył na Samorząd Szkolny i naskarżył na niego swojej matce: że nic nie robi, że to a tak jest nie tak i powiedział, że chce, by coś z tym zrobiła.
Kumpel (uśmiechając się): I oto mamy rodzinny interes. Niech o tym ktoś napisze. Acha, do środy czekamy na następne teksty. Yoseki wam zaraz poda mail, na który macie je przysyłać.
Yoseki wyjął karteczki i podał wszystkim.
11 luty 2006 – Sobota
Licealista spał do trzynastej. Obudził się ze świadomością, że oto ma ferie. Czuł się doskonale. Wszedł na stronę http://www.podziemielo.republika.pl/, wpisał hasło, po czym zauważył, że tekst Hanki o wyjeździe „najlepszej” uczennicy w ich liceum na Litwę już jest zamieszczony. Zaczął czytać – z uśmiechem:
Za plecami uczniaków
Każdy, kto chodzi do naszego liceum chociażby pół roku, zorientował się, kogo dyrekcja uwielbia: czarnowłosą grubaskę o zielonych oczach. Na imię jej Lolita D. Dyrekcja promuje ją jako „najlepszą uczennicę w szkole” i reklamuje jej postać gdzie i jak się da. W zeszłym roku Lolita D. posiadała na koniec roku szkolnego średnią 4,89 wszystkich ocen. Dostała więc nie tylko nagrodę od naszej szkoły (od 4.0. rozdawaną w postaci książek i innych pierdół), ale także świadectwo z czerwonym paskiem. W pierwszym semestrze w roku szkolnym 2005/2006 (czyli obecnym) średnia wszystkich jej ocen na koniec wyniosła... 3,99. Dlaczego więc dyrekcja nadal i z uporem maniaka dalej ją promuje?
Lolita D. uczy się, by osiągać jak najlepsze wyniki w naszej szkole. Lolita D. pracuje w świetlicy terapeutycznej i podobno – jak poinformowała mnie jedna z pracownic tegoż ośrodka, a chcąca zachować anonimowość – jest najlepsza. Ponadto Lolita D. zajmuje się pomocą w nauce jej przyjaciółce, Zuzannie K., która twierdzi, że „Lolita D. byłaby niezastąpionym wzorcem wzorowego nauczyciela”. Czy są to jednak powody, by działać za plecami uczniów?
Otóż – dyrekcja naszego kochanego liceum postanowiła wysłać Lolitę D. na Litwę w ramach programu Socrates – Comenius (zawsze mi się myli, który jest który). Jak twierdzą uczniowie – jest to działanie za plecami uczniów. Dlaczego?
Po pierwsze: gdyby nie poczta pantoflowa (która zaczęła się od... gimnazjum, będącego w naszej szkole!), nikt prócz najbliższych i samej zainteresowanej nie wiedziałby o wyjeździe na Litwę w ramach tego programu.
Po drugie: dyrekcja tej szkoły traktuje wyjazd za granicę jak jakąś nagrodę za najlepsze wyniki w nauce. Dlatego postanowiła obdarzyć nią Lolitę D. Problem w tym, że to jest uprzywilejowywanie pewnej grupy społecznej (nawet, jeśli tą grupą jest tylko jedna osoba) wobec innych grup.
Po trzecie – dyrekcja miała szansę na rozegranie tej partii uczciwie. W jaki sposób? Zawiadamiając społeczeństwo o tym, że jest możliwość wyjazdu za granicę w ramach programu unijnego. Robiąc jakieś testy np. Na posługiwanie się j. Angielskim i tego, kto będzie z nich najlepszy, tego wyśle. Nie sądzę, by Lolita D. była jedyną osobą, która umie posługiwać się angielskim. Poza tym – władza zawsze ma okazję, by daną partię rozpatrzyć uczciwie ze społeczeństwem. Szkoda tylko, że rzadko kiedy z niej korzysta.
KOMENTARZE
IGOR: Lolita D. dostała szansę na wyjazd na Litwę, ponieważ jest dziewczyną Pawełka – synka dyrektorki. Niestety, jej syneczek ma dwójkę z angielskiego, a pani D. ma opinię kujona, więc argumentem dla naszej władzy byłoby to, że po prostu... uległa przymusowi społecznemu.
AZJATKA: Lolita D. postąpiła nierozważnie, przyjmując tę propozycję. Jeśli roztrąbicie to, dlaczego ona dostała tę możliwość, to uczniowie będą jej nienawidzieć. Pani D. dostała tę propozycję z jednego powodu: jest dziewczyną Pawełeczka.
ANONIMOWA WSPÓŁPRACOWNICA DYREKTORKI: Jestem za uczniami. W tej szkole uczeń praktycznie nie ma nic do powiedzenia. A faktem jest, i to niezaprzeczalnym, że Lolita D. dostała propozycję wyjazdu na Litwę po prostu dlatego, że Pawełek poprosił o to swoją mamusię – dyrektorkę szkoły.
Licealista siedział przed monitorem i wpatrywał się w ekran jak zahipnotyzowany. Więc... Lolita D. dostała Litwę tylko dlatego, że jest kimś ważnym dla Pawełka. Licealista westchnął i postanowił, że napisze artykuł do działu „JAK BYĆ POWINNO”, który postara się utworzyć.
12 luty 2006 – Niedziela
Licealista spał do czternastej. Potem zjadł, co mu zrobiono, no i poszedł znów spać. Źle się czuł – głowa go bolała.
13 luty 2006 – Poniedziałek
Licealista był u doktora. Ma grypę. Lekarz zakazał mu wychodzić przez dwa tygodnie, nakazał leżeć w łóżku i brać jakieś – zapisane mu – leki.
Licealista (do telefonu): Cholera, Tomek, nie będzie mnie na spotkaniach przez dwa tygodnie! Jestem chory na grypę i mam zakaz wychodzenia na dwór....
Kumpel: Spoko, maroko. Już my się zgadamy na gadulcu. Jaki masz numer?
Licealista: Pięć jeden dziewięć osiem trzy dziewięć dziewięć.
Kumpel: No to odezwę się do ciebie, jak będziesz.
Licealistę głowa bolała. Poszedł do łóżka i włączył telewizor. Do jego pokoju weszła mama.
-Kochanie – powiedziała – do kogo dzwoniłeś?
-Do kumpla ze szkoły, powiedział, żebym się nie martwił. -Padła odpowiedź.
-Ale była też mowa o jakiś spotkaniach? Gdzie znikasz o godzinie siedemnastej?
-Mamo, to moja prywatna sprawa....
-Kochanie, jestem twoją matką, zwyczajnie się martwię! Mam chyba prawo wiedzieć, co mój syn robi?!
-Ale ja... Mamo, daj spokój, idę spać. Dobranoc. -Wyłączył telewizor i odwrócił się plecami do matki.
14 luty 2006 – Wtorek
Licealista leżał na łóżku i myślał o tym, jak popełnić seppuku. Dziewczyny brak, a wyjść – nie ma jak. Samotność doskwierała, zwłaszcza, że to święto zakochanych. Watentynki. Niespodziewanie zadzwoniła Hanka.
-Hej, Daniel! -Powiedziała Hanka z radością w głosie. -Wszystkiego najlepszego! Mam informacje o tym, dlaczego ta nasza ostatnia, osławiona dyskoteka się nie odbyła. Ta nasza Lolita stwierdziła, że skoro pierwsza się udała, to i druga się uda. Żeby było śmiesznie – zapomniała rozwiesić przygotowane wcześniej ogłoszenia, które później wyrzuciła do kosza, a które ja znalazłam. Tekst napiszę razem z Elwirą i wyślemy ci na maila.
Licealista: Masz z kim świętować?
Hanka: Niestety, ja nie świętuję walentynek. Pa, miłego!
Afera goni aferę – pomyślał Daniel i poszedł spać.
15 luty 2006 – Środa
Również tego dnia Licealista postanowił się wylegiwać ile wlezie. Przy obiedzie matka zaczęła:
-Synku, są ferie, po co ci koledzy i koleżanki z klasy...?
-Mamo -powiedział Daniel – nie żartuj! Przecież oni mnie wspierają duchowo!
-A ja to co, jestem tylko kasą, która ciebie utrzymuje?!
-Mamo, proszę cię, daj mi spokój.
Po obiedzie Licealista poszedł do pokoju. Położył się na łóżku, po czym zadzwonił telefon. Wstał. Za późno – mama podeszła do telefonu i pierwsza odebrała.
-Halo – spytała – kto mówi?
-Tomek, kumpel Daniela -padła odpowiedź. -Muszę z nim pogadać, a go nie ma kompie.
-Bo chory jest.
-Wiem, dlatego dzwonię. Może mi go pani dać?
-Nie, chcę się dowiedzieć, o co chodzi i ja mu przekażę.
-Mamo... -Odezwał się Daniel, stanąwszy obok telefonu. -Daj, proszę.
Mama – chcąc, nie chcąc – dała mu ten telefon i poszła do kuchni.
-To ja, Daniel. -Odezwał się Licealista do telefonu.
Kumpel: Czy ona zawsze tak?
Licealista: Tylko, jak ma PMS. O co chodzi?
Kumpel: Czekaj, zapomniałem... Aaa, wiem! Sebastian namówił tatę na drukowanie ulotek naszego Podziemia LO. To będzie na czarnym papierze, białym drukiem, format A4. Jako pierwszy pójdzie tekst Hanki o tym, dlaczego Lolita D. pojedzie na Litwę.
Licealista: To świetnie, dzięki za informacje.... A co z moim działem?
Kumpel: Nic. Na razie teksty będą do mnie przesyłane, dopóki nie będziesz mógł siadać na kompa, co?
Licealista: Okej. Powodzenia i dzięki. Pa. Acha,a jak walentynki?
Kumpel: Nie ma co mówić, spędziłem sam i się wynudziłem. Zresztą, ja ich nie świętuję. A ty?
Licealista: A dla mnie one są ważne. No to kończę już, pa.
Licealista poszedł położyć się. Zaczął się zastanawiać. Ulotki? Jak je dostanie, skoro jest chory? A może – na razie wydrukują jeden rodzaj ulotek i rozpowszechnią je dopiero po feriach? Ech...
16 luty 2006 – Czwartek
Licealista spał, tymczasem jego Kumpel Tomek czytał tekst Hanki i Elwiry o aferze związanej z dyskoteką:
Dyskotekowa afera
Elwira Z., Hanka K.
Tydzień przed feriami w naszej kochanej szkole miała odbyć się dyskoteka. Przedsięwzięcie to było przeprowadzone na znacznie większą skalę, niż poprzednie tego typu.
Przypomnijmy: w pierwszym półroczu, przed świętami Bożego Narodzenia odbyła się dyskoteka, na którą przyszło conajmniej osiemnaście osób. Salka była mała, a muzyka – roztańczona. Już sam fakt, że na imprezę przyszło tyle osób, był dla Samorządu Szkolnego sukcesem. Sukcesem, którego Samorząd nie umiał powtórzyć.
Druga dyskoteka miała się odbyć w drugim półroczu. I to z okazji Nowego Roku. Późna data, bo późna data, ale zawsze. Na dyskotekę można było kupić jeden z dwóch rodzajów biletów: karnet dla całej klasy po 12 zł lub zwykły bilet dla jednej osoby po złotówce. Na dyskotekę sprzęt był przygotowany ze znacznie większym rozmachem, niż na poprzedniej: komp, głośniki były, nawet reflektory przygotowali. Ale dlaczego przyszło zaledwie 1-2 osoby, które po dwóch czy trzech minutach wyszły, bo zobaczyły, że nikogo nie ma?
Po pierwsze – poziom poprzedniej dyskoteki. Po drugie – poziom promocji drugiej dyskoteki. Zacznijmy od pierwszego punktu...
Po pierwsze, pierwsza impreza była nudna. Muzyka – prawie ciągle to samo... Ale za to na koniec jakieś dziwne zabawy były urządzane... Ja byłam osobiście na tej dyskotece, i powiem szczerze, że końcówka została tak schrzaniona, że już gorzej wypaść nie mogła.
Po drugie, poziom promocji drugiej dyskoteki był ŻENUJĄCY! Anonimowa dziewczyna z Samorządu Szkolnego, współpracująca ściśle z Lolitą D., poinformowała mnie, że: „Całym przygotowaniem do imprezy zajmowała się tylko jedna osoba – Lolita D. Pomocy od innych oczywiście nie chciała. Na dzień przed dyskoteką spytałam się jej, gdzie są plakaty o tym, że będzia w ogóle jakaś impreza. Ta powiedziała, że w domu wydrukuje i rozwiesi. Następnego dnia okazało się, że owszem, przyniosła, ale... przypomniała sobie o tym, że powinna rozwiesić dopiero po siedmiu lekcjach, kiedy wszyscy uciekali już do domu”. Co zrobiła z nieszczęsnymi „plakatami”? Wyrzuciła do śmietnika, gdzie je znalazłam. Oto, jak wyglądały:
Były dokładnie tej wielkości, jaką powyżej przedstawiam. Egzemplarzy – osiem. W rezultacie – nikt nie wiedział o dyskotece...
Przyczyn, dlaczego dyskoteka została tak słabo wypromowana, należy się już doszukiwać w samym działaniu Samorządu Szkolnego, a to jest już temat na osobny artykuł.
Kumpel zastanawiał się, dlaczego w tym artykule mu czegoś brakuje. Postanowił zadzwonić do Hanki.
Kumpel: Hanka?
Hanka: Co?
Kumpel: Świetny tekst, ale brakuje komentarzy. Gdyby były, tekst byłby bardziej prawdziwy.
Hanka: My już nad tym pracujemy. A tak propo, kogo przyjmujemy do Podziemia LO? Tylko uczniów z naszego liceum?
Kumpel: Nie, z pozostałych też. To bez sensu, by tylko u nas była taka organizacja.... A czemu pytasz?
Hanka: Elwira ma sześciu chętnych do współpracy z szóstego liceum. Również tam nie jest najlepiej.
Kumpel: No jasne, niech przyjdą na najbliższe spotkanie!
17 luty 2006 – Piątek
Licealista wstał lewą nogą. Czuł się trochę lepiej, ale czuł, że ten dzień będzie dniem straconym.
Cholera – myślał – znów nie pójdę na spotkanie... Ciekawe, czy mogę już iść do neta?
-Kochanie, jak się czujesz? -Usłyszał głos mamy z kuchni.
-Dobrze, mamo mogę iść do kompa? -Padła odpowiedź Daniela.
-Dobrze, ale tylko na godzinkę, później wracasz do łóżka!
Licealista włączył komputer, no i Gadu – Gadu. Podłączyła się do niego Hanka:
Hanka: Czesc
Licealista: Czesc, jak teksty?
Hanka: swietnie, brakuje jeszcze tylko komentarzy, ktore za chwile dodam
Licealista: a w ogole co slychac
Hanka: a nudy, elwira zalatwila nowych czlonkow z szostego liceum
Licealista: tak?! To swietnie, a co u nich jest nie tak?
Hanka: radiowezel i nauczyciele
Licealista: nauczyciele? A to podobno w piatce byl z nimi problem
Hanka: wiesz, u nas tez jest problem z anglistka
Licealista: no tak, masz racje
18 luty 2006 – Sobota
Licealista miał wrażenie, że zdrowieje. Humor mu dopisywał. Z mamą i babcią postanowili obejrzeć film na DVD - „Dom latających sztyletów”. Obie kobiety się popłakały, a Daniel siedział jak osłupiały po filmie.
Licealista: Film był świetny...
19 luty 2006 – Niedziela
Licealista czuł, że wstał lewą nogą. Humor mu nie dopisywał. Wprawdzie czuł już się lepiej, ale... ferie minęły już w połowie...
20 luty 2006 – Poniedziałek
Licealista włączył komputer i stronę www Podziemia LO. Zobaczył lekką zmianę działów: VIII LO, VI LO i IV LO. Pod nimi kategorie tekstów, które już znał na pamięć: Krytyka władzy, Ludzie.
Licealista westchnął i kliknął na kategorię „Krytyka...” pod swoim liceum – VIII Liceum Ogólnokształcącym. Przeczytał tekst Hanki „Dyskotekowa afera”, a następnie komentarze do niego:
Memento: Lolita D. zachowała się jak idiotka! Czy ona ma alheizmera?
Marek S.: Lolita D. jest osobą nieodpowiedzialną, ale – jest pupilkiem władzy. I to z tego drugiego problemu biorą się największe afery z naszej szkoły. Afery, o których nikt nie wie, prócz uczniów i Podziemia LO.
Anita: Rozumiem, że Lolitce pomyliły się drzwi do rozumu.
Daniel pokręcił głową. Komentarze były dobre, problem w tym – KOGO komentarze? Czy to przekona ludzi do buntu? Czy to przekona dyrekcję do działania? Równie dobrze Elwira i Hanka mogą je wymyślać... Zaraz też podłączyła się do niego Hanka.
Hanka: cze
Licealista: Czesc
Hanka: Czytales tekst „Dyskotekowa afera”?
Licealista: Czytalem, jest swietny, ale komentarze maja jedno „ale”...
Hanka: co sie nie podoba znow?!
Licealista: Nie badz zla, ale pisz, kim sa ludzie, ktorzy komentuja tekst... chodzi o wiarygodnosc...
Hanka: Dobra, Maria i Edmund z szostki napisza tekst o cih radiowezle
Licealista: To swietnie, a ja juz dochodze do siebie
Licealista: co u ciebie
Hanka: a nic, siedze w domu i sie nudze
21 luty 2006 – Wtorek
Licealista cały dzień przespał z głupią świadomością, że „kolejne spotkanie mnie ominie”. Za to Kumpel miał dzisiaj dobry dzień.
Podziemie LO spotkało się tam, gdzie zwykle. Wzięli jednak większy niż zazwyczaj stolik. Największy, jaki był w kawiarence.
Kumpel: Witam szanownych zebranych i nowo przybyłych z szóstego i czwartego liceum.
Elwira: Powinniśmy chyba zmienić miejsce spotkań. Tu się robi za mało miejsca.
Edmund: Ja mam w domu piwnicę, można by ją przerobić na siedzibę.
Maria: Świetny pomysł.
Kumpel: Dobry pomysł, ale chyba najpierw wypada się zapoznać z miejscem, w którym ma być ta nasza siedziba...
Elwira: Jak tam teksty?
Edmund: Skończone, potrzebujemy jeszcze tylko jakiś komentarzy.
Hanka: Daniel chciał, byście pisali, kto komentuje.
Kumpel: Dobry pomysł. W piątek będziemy drukować ulotkę. Na pierwszej stronie tekst „Za plecami uczniaków”, a na drugiej „Dyskotekowa afera”. Z zaznaczeniem, że to ósme lo.
Edmund: Ale wiesz, nad czym się zastanawiam? Jeśli to tylko dotyczy waszego liceum, to w jaki sposób podburzycie w moim liceum?
Kumpel: I na to przyjdzie czas, moi mili. I na to. Napiszcie dwa teksty o waszych liceach, i mówię to do wszystkich. O aferach i kulisach związanych z nimi. Potem ogólnie trzeba będzie napisać. Nasz plan jest ściśle tajny i mam nadzieję, że się uda.
22 luty 2006 – Środa
Licealista wstał, podszedł do komputera i go włączył. Była godzina dwunasta, a jego matka była w pracy. Nagle zadzwonił telefon.
Kumpel: Cześć, tu Tomek.
Licealista: Hej... wychodzę z choroby, do szkoły już powinienem iść.
Kumpel: W piątek drukujemy, nowicjusze wysłali ci jeden nowy tekst i mam ważną informację. Zmieniamy siedzibę. Teraz będzie ona u Edmunda w piwnicy.
Licealista: Acha, fajnie...
Licealista odniósł wrażenie, że wszystko odbywa się za jego plecami... Wie, co się dzieje, ale nie może aktywnie uczestniczyć w organizacji Podziemie LO. „Dlaczego ktoś, kto jest chory ma nic nie robić w Podziemiu?” - Zaczął się zastanawiać.
Uruchomił www.podziemielo.republika.pl i wpisał hasło. Na stronie nie było nic nowego. Daniel zmarszczył brwi i podłączył się do Yosekiego.
Licealista: Zakładam forum, a ty zrób tak, by komentarze mogły być wpisywane pod tekstami.
Yoseki: Forum? Może to i dobry pomysł, ale... Czemu ty? Przecież się nie znasz na tych duperelach.
Licealista: Chcę coś robić. Jestem chory, ale to nie upoważnia mnie do lenistwa. Chcę, by Podziemie LO się rozwijało. I może rozpowszechnijmy ten projekt na całą Polskę?
Yoseki: Dobre pomysły masz. To zrób to forum, zobaczymy. A z rozpowszechnieniem... Najpierw zajmijmy się tym w Kijance, potem się zobaczy. Dobra?
Licealista: Dobra.
Licealista zaczął pracować nad forum. Był zbyt ambitny, żeby sobie pozwolić na założenie darmowego forum na www.fora.pl, które zresztą wolno chodzi. Daniel zabrał się do odkrywania tajników tworzenia for...
23 luty 2006 – Czwartek
Licealista czuł się dobrze, jego mama zaś – była o niego zaniepokojona.
-Spałeś tylko trzy godziny -powiedziała -chory człowiek powinien spać więcej...
-Mamo -odparł Daniel -daj spokój, musiałem zrobić coś ważnego i jeszcze nie skończyłem...
-O nie, mój misiu, nie pójdziesz do kompa, póki mi nie powiesz, nad czym pracujesz i jakie to są tajne spotkania, o których słyszę ciągle!
-Słyszysz? Skąd?
-Jak to skąd?! Człowieku, przecież w nocy przez sen mówisz: „Znów mnie ominęło tajne spotkanie”... Chyba nie należysz do sekty?!
-Mamo... To nie ma nic wspólnego z sektą... I to moja sprawa....
-DANIEL, ale TO też jest moja sprawa! Ja jestem za ciebie odpowiedzialna i jesteś jedyną osobą, poza matką, która mi jeszcze została! Nie mogę żyć w wiecznym niepokoju o ciebie! To do ciebie niepodobne!
-Ale mamo, ja naprawdę nie mogę, obiecałem kolegom...
-Co?! Więc koledzy są dla ciebie ważniejsi?! Masz szlaban trzydniowy na kompa. I nie próbuj mnie przechytrzyć.
-Ale...
-Ani mi się waż! Leż i oglądaj telewizję, rób cokolwiek, ale nie idź na kompa! Do diabła, biorę urlop.
-Mamo! Nie możesz mnie zmuszać...
-Mogę, bo jestem twoją matką i mam do tego prawo!
-Ale... Mamo...
-To mi POWIEDZ, o co chodzi z tymi tajniakami i kompem! Przecież cię nie zabiję!
Licealista siedział przez chwilę w milczeniu.
Licealista: A... nie zdradzisz nikomu?
Mama: Nikomu, kochanie.
Licealista: Wraz z grupą kolegów z liceum założyliśmy tajną organizację Podziemie LO. Ma za zadanie krytykować władzę, czyli dyrekcję, i tak zrobić, by przestała robić pewne rzeczy za plecami uczniów....
Mama: Nie macie nic lepszego do roboty?! Weź przestań! To niepoważne! Mój syn w tajnej organizacji! Ha, ha! Jak za komuny. Idę do pracy, pa, skarbie.
Pocałowała go i wyszła. Daniel poszedł na kompa, by dokończyć robotę przy forum.
24 luty 2006 – Piątek
Licealista wstał dzisiaj prawą nogą. Czuł się już lepiej. Dzisiaj mają być wydrukowane ulotki. Niestety, nie pójdzie jeszcze na spotkanie, by upewnić się co do tego, że jest zdrowy. Daniel dostał na maila tekst Edmunda i Marii o radiowęźle w VI Liceum Ogólnokształcącym. I zaczął go czytać:
Radiowęzeł tylko dla wybranych
Szóste Liceum Ogólnokształcące w Kijance cieszy się dobrą renomą. Generalnie, ludzi nie powinno to dziwić: w szkole jest zarówno gazetka szkolna, jak i radiowęzeł oraz różne formy, z których uczniowie mogą korzystać, by się rozwijać. Szkoda tylko, że radiowęzeł i gazetka to fikcyjna możliwość dla rozwoju ucznia z naszego liceum...
W VI Liceum Ogólnokształcącym w Kijance jest piętnaście klas; po pięć dla każdego rocznika. Na początku roku szkolnego dyrekcja, wraz z Samorządem Szkolnym, tzw. Radą Szkolną, zorganizowała apel dla uczniów w sprawie radiowęzła i gazetki szkolnej. Pan dyrektor, Sławomir Kac mówił uczniom: „Radiowęzeł to jedna z najlepszych form dla rozwoju osób, które wiążą swoją przyszłość z radiem. Radiowęzeł to forma otwarta dla wszystkich; każdy może do niej wejść i wyjść – jeśli tylko chce”. Niestety, w tym miejscu pan dyrektor się pomylił. Nie jest otwarta dla każdego.
Radiowęzłem opiekuje się RS, czyli wspomniana wcześniej Rada Szkolna. Niestety, tak jest tylko na papierze. W rzeczywistości nad radiem szkolnym władzę ma Kazimierz Sarczek, uczeń z klasy II D. Zaprosił on swoich kolegów i koleżanki z klasy do pracy nad radiowęzłem. To jest złe? Nie, to jest pozytywne...
Iwona K., uczennica I C i Julia O., uczennica z III A postanowiły wspólnie pracować w radiowęźle szkolnym. Iwona K. tak tłumaczy tę decyzję: „Zdecydowałyśmy się związać swoją przyszłość z radiem czy dziennikarstwem, poza tym jest to ciekawe doświadczenie”, zaraz jednak jej towarzyszka, Julia O. dodaje: „Owszem, ciekawe dla tych, którzy mają taką możliwość. W środę, w połowie września, poszłyśmy do radiowęzła i powiedzieliśmy, że chcemy w nim pracować. Powiedziano nam: nie przyjmujemy nowych osób, dosyć już mamy postaci, dziękujemy”.
Aneta R., uczennica klasy II D mówi: „Wcale do nas nie przyszły! Było za to wiele innych osób, które tak zrobiły i kompletnie nie nadawały się do tego fachu. Nie ma więc podstaw, by je przyjąć do szkolnego radiowęzła”.
Zapytaliśmy pozostałych uczniów, o to, kto rządzi w radiowęźle. -Klasa II D. Przecież to żadną tajemnicą nie jest. -Mówi Sebastian Admarz, z klasy I A. Jego kumpel, z I C dodaje: Wszyscy to wiedzą.
I chłopcy mają rację. Opiekun RS, pan Andrzej Olszewski, nauczyciel geografii nic nie robi, by przeciwstawić się tej patologii. -Nie pozwalają innym wejść? Co za bzdury, przecież nikt do nich nie przychodził, a jeśli już, to tylko złożyć propozycje programu radiowęzła. -Twierdzi. A uczniowie wiedzą swoje...
PROPONOWANE DZIAŁANIA, BY ZLIKWIDOWAĆ TĘ PATOLOGIĘ, TO:
Zdaniem pana Miłosza Esweńczyka, ucznia z I B: „wykurzyć klasę II D z radiowęzła i dać uczniów przyjaznych ludziom”
Zdaniem Emilii Koszyczek, uczennicy z I A: „Dać nadzór osobie dorosłej. Przecież nam nikt nie będzie chciał wierzyć”
Zdaniem Edmunda: „Zlikwidować radiowęzeł!”
Licealista zmarszczył brwi. Wszystko rozchodzi o informowanie uczniów i poleganie na nich. Przecież, jeśli jakiś uczeń powie coś do nauczyciela, że jakiś inny nauczyciel jest do bani, to ten nauczyciel to zignoruje... To jest chore i patologiczne... A przynajmniej tak uważał Daniel.
25 luty 2006 – Sobota
Licealista wstał lewą nogą. Stwierdził, że jest już zdrowy. Skończył forum, ale humoru nie miał. Nie wiedział tylko, dlaczego. Za oknami – śnieg. „Może to taka pogoda?” - Zastanawiał się.
26 luty 2006 – Niedziela
Licealista dzisiaj wstał lewą nogą. Nie dość, że nic mu się nie chciało, to musiał nadrobić stracony czas. A poniedziałek miał się okazać dosyć pracowitym dniem dla Licealisty....
27 luty 2006 – Poniedziałek
Tuż przed pierwszą lekcją Kumpel złapał Licealistę.
Kumpel: Posłuchaj, ja po ciebie we wtorek przyjdę. Razem pójdziemy na spotkanie naszego Podziemia. Póki co, rozdawaj uczniom ulotki. -Podał Danielowi cztery czarne kartki, zapisane białym drukiem. -Tylko uważaj na plotkarskie, Lolitę D. i Pawełeczka. Powodzenia.
Danielowi udało się rozdać wszystkim ulotki. Gdy miał oddać ostatnią, podeszła do niego Lolita D. - gruba brunetka – i powiedziała:
-Co masz w ręce?
-Coś mam. -Odpowiedział przewrotnie Daniel. Chciał odejść, ale Lolita dalej się dopytywała:
-Nie rozumiem, nikt mi nie chce pokazać! Czy to coś o mnie?! Chyba mam prawo wiedzieć, nie?!
-Lolito, uspokój się. Rozdajemy pornosy. Ale to jest tajna informacja, nie przeznaczona dla dyrekcji... -Powiedział Daniel, odchodząc naprędce i zostawiając wzburzoną Lolitę samej sobie.
Zaraz po odejściu do Licealisty przyczepił się Kumpel:
-Co jej powiedziałeś?
-Że rozdajemy pornosy. -Odpowiedział Daniel.
-Zwariowałeś! To ty będziesz się tłumaczył, a nie ja. Oddaj komuś ulotkę. I idziemy na lekcję.
28 luty 2006 – Wtorek
Wydawało się, że Licealista wstał prawą nogą. Miał ogłosić dzisiaj na spotkaniu, że zrobił forum pod adresem www.podziemielo.com.pl i miał poznać nowicjuszy w Podziemiu LO. Jednak już na pierwszej lekcji czekały go problemy. A była to chemia.
-Daniel, idziesz do dyrekcji. Natychmiast. -Powiedział nauczyciel.
-Dlaczego? -Próbował się dowiedzieć Licealista. Był wystraszony i zaskoczony. On do dyrekcji? Po co?
-Masz iść, bez dyskusji.
Skruszony Daniel poszedł do dyrekcji. Dyrektorka swoje biuro miała maluczkie, tuż obok gabinetu pani pedagog i gabinetu od języka polskiego.
-Słyszałam, że rozdawałeś pornosy. -Powiedziała. Wyglądała na wzburzoną. Licealista zrobił minę w stylu „zobaczyłem pierwszy raz w życiu coś niemożliwego”.
-Ale ja nie rozpowszechniałem pornosów! To był żart! -Powiedział.
-Skoro to nie pornosy, to co? -Spytała dyrektorka twardym głosem.
Danielowi przypomniało się to, jak powiedział mamie prawdę. Przełknął głośno ślinę i stwierdził:
-To były reklamówki imprezy dyskotekowej. Kolega kumpla z klasy organizuje imprezę i prosił, byśmy ją rozpowszechnili, rozdając uczniom ulotki.
-W takim razie spokojnie możesz mi pokazać tę ulotkę.
Licealista wykonał nerwowy ruch dłonią.
-Ale ja nie mam go przy sobie... -Powiedział.
-Jutro – powiedziała dyrektorka – chcę ją widzieć na moim biurku. A jeśli nie, to wezmę rodzica w sprawie nielegalnego rozpowszechniania treści erotycznych wśród nienastoletnich osób!
-Dobrze, pani dyrektor....
Szli od przystanku w stronę białych budynków jednorodzinnych.
Kumpel: Co powiedziałeś?
Licealista: Że to ulotka z reklamą młodzieżowej imprezy. Będę musiał ją wydrukować.
Kumpel: To Yoseki zrobi i wydrukuje. W nowej siedzibie podłączyli już kompa. Nasze biuro jest już gotowe.
Licealista: Fajni są ci nowi?
Kumpel: Taaak. Mają przynieść kilka tekstów.
Licealista: KILKA?!
Kumpel: Tak. Takich ogólnych i związanych z ich szkołami.
Siedziba Podziemia LO była mała i ciemna. Pośrodku stały krzesełka i stolik, przy ścianie – komputer z drukarką, skanerem i głośnikami.
Kumpel: Witajcie. Dzisiaj przyszedł do nas Daniel – chorował dwa tygodnie.
Elwira: Nareszcie! Kumpele z szóstego liceum i czwórki mają dla ciebie teksty. Hanka przygotowała tekst ogólny, który damy Tomkowi.
Licealista: Słuchajcie, nie traciłem czasu, gdy chorowałem. -Yoseki uśmiechnął się. -Zrobiłem forum dla naszego podziemia pod adresem www.podziemielo.com.pl.
Elwira podała Kumplowi i Danielowi teksty.
Kumpel: Yoseki, przygotuj czarną reklamówkę młodzieżowej imprezy, która odbędzie się w piątek od 20. Dyrektorka musi ją jutro mieć. Dzisiaj zawołała do siebie Daniela i chciała się dowiedzieć, co rozdawał. On powiedział, że reklamówkę.
Yoseki: Dobra, nie ma sprawy. Jackuś mi pomoże.
01 marzec 2006 – Środa
-Proszę. -Powiedział Daniel do dyrektorki, podając jej reklamówkę imprezy dla licealistów.
-W porządku. -Powiedziała, przeglądając reklamówkę. -Ale więcej nie chcę słyszeć o żadnych pornosach!
Licealista poszedł do domu. Odpoczął, odrobił lekcje i poszedł czytać teksty, którą przysłali mu uczniowie VI i IV Liceum Ogólnokształcącego w Kijance. Oto, co Daniel przeczytał:
Bo jest córką
Jeśli jesteś krewnym dyrekcji albo któregoś z nauczycieli, to do IV Liceum Ogólnokształcącego w Kijance nietrudno było Ci się dostać. Miałeś pierwszeństwo przy przyjmowaniu do szkoły, i to tylko dlatego, że byłeś krewnym kadry pedagogicznej w naszej szkole.
Jedną z takich „szczęśliwych” osób jest Ewelina Huk, która jest córką dyrektorki. Twierdzi ona jednak, że: „Moje pokrewieństwo z kadrą pedagogiczną nie miało żadnego wpływu na to, że się dostałam do tego liceum. Miałam sto osiemdziesiąt punktów i po prostu musieli mnie przyjąć”.
Udało nam się dotrzeć do papierów świadectwa gimnazjalnego panny Eweliny H., córki dyrektorki. Wyniki, jak się okazało, wcale ni były tak rewelacyjne, jak twierdzi sama zainteresowana:
Test humanistyczny – 30 p.
Test matematyczno – przyrodniczy – 40 p.
Razem: 70 p.
Punkty za pozostałe: 20 p.
Suma wszystkiego: 90 p.
Nasze liceum przyjmowało pozostałych od stu czterdziestu punktów. Przy drugim naborze zmniejszyli do stu punktów. Nasza Ewelina Huk posiadała więc „tylko” dziewięćdziesiąt punktów i dlatego nie mogła zostać przyjęta do naszego liceum zgodnie z prawem!
Córka dyrektorki ma średnią 5,7. Uczniowie zastanawiają się, jak jest to w ogóle możliwe. Marta Kumol z II E twierdzi, że: „Jej po prostu dają pytania przed klasówką i uczy się ich na pamięć!”. Sprawdziliśmy. We wtorek I C miała mieć sprawdzian z fizyki. Temat – energia i jej przemiany. Pytania mogły paść różne, ale Ewelina H. napisała tylko trzy na kartce, którą później wyrzuciła do śmieci. Wzięliśmy tę kartkę ze śmietnika, przeczytaliśmy i... sprawdziliśmy, czy pytania były te same. I BYŁY! Wiadomo – nikt nie jest wszechwiedzący. Nauczyciele więc muszą jej dawać pytania przed sprawdzianem....
OPINIE:
Ireneusz Abduk, klasa I A: To jest chamskie i nie w porządku wobec innych uczniów!
Ilona Seszuk, klasa II B: Dyrekcja szkoły od dawna była i jest skorumpowana. Niestety, chyba nic nie można zrobić w tej sprawie.
Kazimierz Maratończyk, klasa III C: Cóż zrobić? Jest, jak jest. Przecież na policję tego nie zgłosimy. Fakt ten jednak pozostaje faktem.
Licealiście wydało się to głupie. Jak można tak traktować ludzi? Nawet, jeśli miałeś te sto punktów, to wylatujesz, bo jakaś panieneczka jest córką dyrektorki... żałosne.
02 marzec 2006 – Czwartek
Licealista napisał dzisiaj dwa sprawdziany, odpowiedź ustną z historii oblał. Nie miał też najlepszego humoru. Kaśka się do niego podczepiła.
Kaśka: To skandaliczne, to co... napisano w tej ulotce, którą rozdawałeś.
Licealista: Dlatego napisano.
Kaśka: Zróbmy coś! Nie może tak być! Lolitka już jest na Litwie, a ja też chciałabym tam kiedyś pojechać!
Licealista: Ale co można zrobić?
Kaśka: Nie wiem, cokolwiek! Napisać o tym do gazety dziennej...
Licealista: Masz rację.
Poszedł do ławki. Kumpel zaraz do niego przysiadł.
Kumpel: Co jej powiedziałeś?
Licealista: Że ma rację. Co można zrobić? Po co zresztą to robimy?
Kumpel: Żeby zmienić rzeczywistość.
Licealista: Jak? Skoro to tajne, dyrekcja o tym nie wie, to jak można zmienić rzeczywistość?
Kumpel: Wystarczy, że inni będą dawać przykład niezadowolenia.
Licealista: W jaki sposób?... Przecież to bez sensu.
Kumpel: Zwątpiłeś?
Licealista: Chyba tak. Zwątpiłem w ogóle w cały świat.
Kumpel: Oj tam, jedna pała... Zimy nie czyni.
Licealista wrócił do domu.
-Co jesteś taki markotny dzisiaj? -Spytała mama, nakładając na talerze ziemniaki i sos.
-Dostałem pałę z histy, oblałem sprawdzian z biologii, a w dodatku zwątpiłem w misję naszego Podziemia LO. Skoro to wszystko jest tajne, skoro dyrekcja ma o tym nie wiedzieć, to jaki jest sens tego?
-A oceny?
-Się poprawi, mamo. Zresztą, jak mój kumpel to określił, jedna pała zimy nie czyni...
-Rozumiem, że twoim największym problemem jest teraz brak motywacji do działania w Podziemiu LO.
Usiedli przy stole i zaczęli jeść.
-Może zróbcie tak -powiedziała -nie podpisujcie się, ale rozpowszechniajcie te wasze ulotki wśród uczniów i nauczycieli też.
-Nauczycieli?!
-Skoro ma się coś zmienić, to musi o tym wiedzieć dyrekcja, żeby coś się mogło zmienić...
03 marzec 2006 – Piątek
Pierwszą lekcją w piątek była religia. Ksiądz, po odmówieniu modlitwy z uczniami tak powiedział:
-Hanka i Elwira proszone są do dyrekcji. Natychmiast.
-Dlaczego?! -Spytała się Hanka.
-Bo tak. Bez dyskusji. -Powiedział ksiądz.
Skruszone dziewczyny wyszły z klasy.
Licealista (szeptem): O co może chodzić?
Kumpel: Nie wiem, może o te ulotki cholerne... Tam się głupie podpisały, a my na to nie zwróciłyśmy uwagi...
Po lekcji Licealista i Kumpel zastali Hankę i Elwirę w męskiej ubikacji. Płakały.
-Co się dzieje? -Spytał Licealista.
Kumpel: Ech... I dlaczego wy jesteście w ubikacji dla facetów?
Elwira: Weszłyśmy do bylejakiej ubikacji...
Hanka: Dyrektorka się wściekła. Powiedziała, że to skandal. Skandal, że piszemy takie chamskie teksty. Będziemy miały obniżoną ocenę z zachowania na koniec semestru, a chcą nas przenieść dyscyplinarnie do VI Liceum Ogólnokształcącego, bo tam się właśnie zwolniło miejsce...
Kumpel: Żartujecie sobie?!
Elwira: Nie. Dyrektoreczka taka już jest, że nie lubi krytyki.
Na spotkaniu Podziemia LO również nie było zbyt ciekawie.
-Panie i panowie -powiedział Kumpel – czas skończyć z tajnością. Będziemy tajni, będziemy anonimowi, będziemy rozpowszechniać dalej nasze ulotki wśród uczniów. Ale dyrekcja będzie wiedzieć o tych ulotkach. Dyrekcja będzie widzieć niezadowolenie ludzi.
-Poza tym -podjął po chwili Licealista – chcą przenieść Elwirę i Hankę do szóstki. Nie wiem, czy to jest dobry pomysł, ale jest to naganna postawa wobec krytyki władzy. Tak nie można postępować, to jak ucieczka.
-I tę sprawę -podjęła Maria – trzeba nagłośnić.
-Ale jak? -Spytał Edmund. -Przecież uczniowie nie będą manifestować przed pokojem dyrektorów, żeby nie przenosili uczniów, bo dyrekcja ma takie prawo!
-Gdy już sprawa będzie załatwiona -podjął Licealista – napiszemy o tym do Gazety Kijańskiej.
-Zwariowałeś?! -Krzyknęła chórem cała grupa.
-Nie -powiedział Licealista – społeczeństwo musi wiedzieć, co się wyprawia i dlaczego się wyprawia w naszych szkołach. To poniżające, że dyrekcja nie daje nam możliwości krytykowania władzy, skoro w naszym kraju, w naszej Polsce ukochanej, taka możliwość istnieje!
04 marzec 2006 – Sobota
Licealista przeleżał prawie cały dzień przed telewizorem. Nic mu się nie chciało. Miał wrażenie, że wszystko jest pozbawione najmniejszego sensu.
-Co cię tak dopadła nagle jesienna depresja? -Spytała mama.
-A nie wiem. -Odpowiedział Daniel.
05 marzec 2006 – Niedziela
Licealista, chociaż bez humoru, wiedział, że musi się zabrać do roboty. Jutro znów miał jakieś sprawdziany i zaległe zadania domowe.
06 marzec 2006 – Poniedziałek
Kumpel: Rozdajemy.
-Co? -Zdziwił się Licealista.
Kumpel: Ulotki. -Podał Danielowi pięć ulotek. -Oni mogą się dowiedzieć.
Licealista, chcąc, nie chcąc, rozdał. Niektóre osoby były zbulwersowane postawą dyrekcji. Do szkoły wróciła Lolita D., której nie było od wtorku z powodu wyjazdu na Litwę.
-Marika, na Litwie było świetnie! -Powiedziała Lolita.
Marika, niska, brązowłosa dziewczyna o zielonych oczach powiedziała z wyrzutem w głosie:
-Jak śmiesz! Ja tu się staram, mam dobrą średnią, a ty sobie wyjeżdżasz na Litwę tylko dlatego, że jesteś pupilką dyrektorki!
Lolita była zszokowana. Próbowała rozmawiać z innymi osobami. Napotykała opór.
-Kto podburzył społeczeństwo przeciwko mnie?!! -Wrzasnęła.
Tomek, Kumpel Licealisty, nie mógł się nie uśmiechnąć.
-Następnym razem -powiedział -rób to legalnie.
07 marzec 2006 – Wtorek
-Od poniedziałku będziemy chodzić do VI Liceum. -Stwierdziła Hanka do Licealisty przed ostatnią lekcją.
Licealista: Kto o was napisze do Gazety Kijańskiej?
Elwira: Nie wiem, ale chyba Danka. Ona nas lubi, zna nasze problemy i umie ładnie pisze. Ją na pewno wydrukują.
Na spotkaniu Podziemia LO Yoseki poruszył ważną sprawę:
-Ludzie spoza miasta do mnie się odzywają i chcą znać hasło. Co robimy?
-Dajemy. -Powiedział Kumpel. -Edmund, masz teksty?
Edmund: Mam jeden tekst... O nauczycielach w naszej szkole.
Licealista: Hanka i Elwira przenoszą się do VI Liceum, a wy jesteście z szóstki... Mają się bać?
Edmund: Zależy do jakiej klasy trafią. Bo nie we wszystkich uczą pojebani nauczyciele, ale większość z nich taka jest.
Kumpel: To jest problem, który dręczy całą Polskę. Nie ma w tym kraju normalnych nauczycieli, są sami idiotyczni...
Licealista: Dobra, a w piątek kolejna ulotka?
Kumpel: Tak. A potem damy nawoływanie...
Licealista: Trzeba się przygotować na ataki dyrekcji. Przecież będzie chcieć wiedzieć, kto takie teksty rozpowszechnia.
Kumpel: Jackuś, wymyśliłeś coś?
Jackuś: Do piątku postaram się wymyślić jakieś rozwiązanie.
Kumpel: Oby nie było za późno, teraz czas nas goni.
08 marzec 2006 – Środa
Licealista wstał lewą nogą, chociaż samopoczucie mu się poprawiło. Zaraz, gdy przyszedł do szkoły, został wezwany do dyrekcji.
-Lolita twierdzi, że ty te ulotki rozpowszechniałeś. -Powiedziała dyrektorka.
-Jakie ulotki? -Udał zdziwienie Daniel.
Dyrektorka mu pokazała kilka czarnych kartek, które były zadrukowane białym pismem.
-Tych! -Powiedziała. -Masz coś z tym wspólnego?
-Ja? Nie. -Stwierdził Licealista.
-Nie wierzę. Jutro ma przyjść rodzic! A jeśli nie przyjdzie, to ja do niego przyjdę!
Kumpel: Co chciała?
Licealista: Dowiedzieć się, czy miałem coś wspólnego z ulotkami. Powiedziałem, że nie.
Kumpel: Cholera! Wszystko przez Kaśkę! To ona prawdopodobnie wygadała się przy Lolitce!
Licealista: To jeszcze nic. Dyrektorka żąda, by jutro przyszła do szkoły moja mama.
Kumpel: A nie dość tego zawaliłeś sprawdzian z matmy?
Licealista: Zamknij się.
Licealista wrócił do domu. Zastał mamę w kuchni.
-Mamo -powiedział -dyrektorka chce się jutro z tobą spotkać.
Mama spojrzała na syna z osłupieniem.
-Dlaczego? Coś znów nabroił? -Spytała.
-Mamo, chodzi o Podziemie LO. Dyrektorka twierdzi, że rozpowszechniałem te ulotki. Powiedziałem jej, że nie jest to prawda, ale babka i tak mi nie uwierzyła. W dodatku to wszystko przez Kaśkę, wygadała się Lolicie D.
-Oj synku, wiedziałam, że narobisz sobie przez to kłopotów... Siadaj i jedz. -Podała mu zupę ogórkową. -Chociaż z drugiej strony, dziwię się dyrektorce, bo przecież macie prawo krytykować.
09 marzec 2006 – Czwartek
Daniel przyszedł z matką do szkoły. Licealista poszedł do klasy, matka zaś – do gabinetu dyrektorki.
Mama: Dzień dobry, mój syn powiedział mi, że chciałaby się pani ze mną spotkać.
Dyrektorka: Niech pani usiądzie.
Mama usiadła.
Mama: O co chodzi?
Dyrektorka: Pani syn rozpowszechniał ulotki, które są obraźliwie dla dyrekcji. -Pokazała plik ulotek. Mama rzuciła na nie okiem. I przeczytała.
Mama: Nie widzę w tych tekstach nic obraźliwego. Uczniowie jedynie wyrażają własne zdanie o dyrekcji.
Dyrektorka: Czyżby?! Przecież to, co oni piszą, to totalne bzdury!
Mama: Nie sądzę, aby tak było. Mają dowody, więc piszą prawdę.
Dyrektorka: Jakie dowody?! Zresztą, uczeń, który krytykuje dyrekcje jest chamem!
Mama: Proszę pani, to pani jest chamką! Mój syn chce dobrze dla szkoły! To są prawie dorośli ludzie, mają umieć wyrażać własne zdanie o czymś! Pani chce im tego zabronić! Co to za szkoła?!
Dyrektorka: Proszę mnie tak nie nazywać!
Mama: Wie pani, co? Rozpoczęła pani wojnę z kimś, z kim nie powinna. W przeciągu tygodnia przeniosę mojego synka do innej szkoły! Tam, gdzie pozwalają na wyrażanie własnego zdania!
Oburzona matka wstała i wyszła.
Licealista wrócił do domu z lepszym humorem. Dostał piątkę z matmy, a nie – tak jak myślał – jedynkę.
-Mamo, dostałem pięć z matmy -oświadczył.
-To dobrze, synku. -Powiedziała mama, stawiając talerz z makaronem, sosem i kotletem przed oczyma Daniela na stół kuchenny. -Byłam dzisiaj u dyrektorki.
Usiedli przy kuchennym stole, Licealista zaczął jeść.
-I co? -Spytał.
-To jest straszna kobieta, nie pozwala na wyrażanie własnego zdania swoim uczniom... A wy macie do tego prawo.
-No właśnie... I dlatego założyliśmy tajną organizację. Smaczny ten obiad!
-Dokładkę?
-Tak.
-Kto miał zamiar napisać o Elwirze i Hance?
-Danka, o ile dobrze pamiętam.
-Posłuchaj, podasz mi adresy Elwiry i Hanki, a Dance powiecie, że nie musi tego pisać, a wręcz nie powinna. Ja się tym zajmę.
-Co?
Daniel spojrzał zaskoczony na mamę.
-Matka musi stawać po stronie syna, niezależnie od tego, czy postąpił źle, czy dobrze. Zresztą, z tym Podziemiem LO postąpiliście dobrze. I ja zamierzam o tym napisać reportaż. Pozwolicie?
Licealista: Pozwolimy.
10 marzec 2006 – Piątek
Spotkanie Podziemia LO nie zaczęło się najlepiej. Wszyscy wyglądali na zmęczonych, przez długi czas nikt się nie odzywał.
Licealista: Moja mama chce napisać o nas reportaż. I o tym, dlaczego założyliśmy Podziemie LO. -Daniel przerwał ciszę, ale na krótko. Po jego wyznaniu wszyscy oniemieli z wrażenia. Pierwszy odezwał się Yoseki:
-To świetnie!
-Ale co będzie z naszą działalnością? -Spytał Kumpel.
-Nic. -Powiedział Licealista. -Przestaniemy działać, gdy osiągniemy cel. A jesteśmy już tego bliscy. Poza tym zawsze potajemnie możemy nadzorować działalność dyrekcji. Przecież wiadomo, że gazety nie o wszystkim będą pisać. Ma zamiar od jutra zacząć, dzisiaj musi przekonać ludzi w redakcji, że to dobry pomysł.
-Więc jutro robimy nadzwyczajne zebranie -powiedział Kumpel. -O której?
-Gdzieś o siedemnastej?
11 marzec 2006 – Sobota
Spotkanie Podziemia LO rozpoczęło się o szesnastej. Wszyscy oczekiwali w napięciu na przybycie dziennikarzy. O godzinie siedemnastej weszła mama z osobą towarzyszącą – wysokim szatynem o niebieskich oczach, który fotografował wszystko i wszystkich.
Mama podeszła do stolika, wyjęła dyktafon i go włączyła.
-Dzień dobry wszystkim. -Powiedziała. -Adrian, zrób im zdjęcia.
Fotoreporter zrobił zdjęcia nie tylko osobom, ale także lokalu.
-Powiedzcie mi, dlaczego zdecydowaliście się na założenie Podziemia LO? -Spytała mama.
-Na początku wkurzało nas to, że dyrekcja ignoruje opinie uczniów. Postanowiliśmy sprzeciwić się też głupim działaniom dyrekcji... Teraz chcemy mieć swobodę wyrażania myśli o naszych liceach, mieć wpływ na to, co się w nich dzieje.
Mama przeprowadziła wywiad grupowy i podziękowała wszystkim. Na końcu życzyła, by ich cele się spełniła. Wyszła z fotoreporterem z siedziby Podziemia LO o godzinie dwudziestej. Chłopcy i dziewczęta jeszcze długo tam siedzieli.
-To było rewelacyjne -powiedziała Hanka.
-Coś mi się wydaje, że na nas nie skończą realizacji tego reportażu! -Powiedział Yoseki.
Licealista: To ma być reportaż czy artykuł? To dwie różne rzeczy....
Kumpel: Nie zawracaj sobie tym głowy, i tak masz trójkę z polskiego, więc ta wiedza na nic ci się nie przyda.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
12 marzec 2006 – Niedziela
Licealista zabrał się do odrabiania lekcji. Szło mu dobrze. Po kolacji rozłożył się na tapczanie.
-Wiesz co -powiedziała mama -ja jutro odwiedzę twoją szkołę i te pozostałe, co do was należą.
-To dobrze. -Odpowiedział Daniel z uśmiechem. -A kiedy reportaż będzie gotowy?
-Redaktor obiecał, że znajdzie się w głównym, sobotnim wydaniu. A to oznacza dużo czytelników.
-Mamo, jak ty potrafisz przekonywać ludzi, jestem pod wrażeniem!
Mama uśmiechnęła się i włączyła wiadomości.
13 marzec 2006 – Poniedziałek
Kumpel: Wiesz, kiedy będzie ten artykuł w gazecie?
Licealista: W sobotę.
Kumpel: Wow! A jak ci poszło z polskiego?
Licealista: Czwórkę będę miał. Mama chce mnie przenieść do innej szkoły.
Kumpel: Żartujesz?! A ty chcesz się przenosić?!
Licealista: Szczerze mówiąc, to mi jest to obojętne...
Kumpel: Żartujesz?! A klasa, a my?!
Licealista: Z wami się przecież będę spotykać na zebraniach Podziemia LO, a klasa jest tak idiotyczna, że szkoda gadać.
Kumpel: A gdzie chce cię przenieść?
Licealista: Nie wiem jeszcze, zastanowimy się.
14 marzec 2006 – Wtorek
Spotkanie Podziemia LO było nudne.
Yoseki: Ludzie z netu chwalą naszą inicjatywę.
Licealista: Super. To co, obijamy się?
Kumpel: Nie wiem, cholera, co z tym reportażem? Czy są jakieś nowe afery gdzieś?
Danka: Nie bardzo.... Ale wiesz, szykują się nowe, tym razem z Samorządem Szkolnym.
Kumpel: No to jesteśmy zmuszeni czekać...
15 marzec 2006 – Środa
Licealista dzisiaj chodził jakiś dziwny. Był niewyspany i nic do niego nie docierało. Znów nie miał nastroju. Lolita D. przyczepiła się do niego:
-Co, szczwany lisie?! Fajnie tak obrażać ludzi?!
-Daj spokój, dobrze wiesz, że to nie ja. -Powiedział Daniel i odszedł. Czasem spotykał się z zachwytem, zwłaszcza ze strony dziewcząt. Taka Iwona po drugiej lekcji doczepiła się do niego:
-Hej, rycerzu walczący o wolność! Co tam słychać?
Ale rycerz walczący o wolność odpowiedział jej tylko:
-Spadaj.
16 marzec 2006 – Czwartek
Oczekiwanie w szkole jakby się zwiększyło. Kumpel był niecierpliwy, a Licealista łatwo się wściekał. Coś wisiało w powietrzu. Wszyscy – nawet niezwiązani z Podziemiem LO – to czuli.
17 marzec 2006 – Piątek
W szkole panowało napięcie prawie nie do wytrzymania. Uczniowie z trudem skupiali się na lekcji, nauczyciele zaś często wpadali w zamyślenie w trakcie prowadzenia zajęć. Dyrektorka wyglądała na wkurzoną.
18 marzec 2006 – Sobota
Bomba wybuchła. Daniel wziął „Gazetę Kijańską” w swoje ręce i drżącymi dłońmi trzymał ją przed oczami. Czytał, siedząc na kanapie:
Bo wkurzało ich to
Uczniowie z VIII, VI i IV Liceum Ogólnokształcącego założyli tajną organizację Podziemie LO
Pomysł narodził się miesiąc temu. Chłopcy z VIII Liceum Ogólnokształcącego: Tomek K. i Daniel R. założyli tajną organizację, którą nazwali „Podziemie LO”. Organizacja ta początkowo miała na celu przeciwstawianie się niewłaściwym – zdaniem uczniów -decyzji dyrekcji oraz chcieli mieć wpływ na to, co dzieje się w ich szkole.
Z czasem pomysł zaczął się przekształcać. Teraz chodzi im tylko o to, by móc swobodnie wyrażać opinię o dyrekcji. Ale chcieliby też mieć wpływ na rzeczywistość szkolną. -Co to za szkoła -mówi matka jednej z uczennic, która należy do Podziemia LO – która nie pozwala uczniom na wyrażanie własnych opinii o niej? Co to za szkoła, która zmusza dzieci do zakładania jakiś tajnych organizacji, i to tylko po to, by poczuły się wolne?!
Działalność „Podziemia LO” polegała na tym, by demaskować afery związane z ich szkołami, a następnie opisywać je we własnych tekstach. Rozpowszechniali je na ulotkach, które rozdawali w szkole, pozostałym uczniom. -Początkowo dyrekcja nie miała o tym wiedzieć, ale Daniel stwierdził, że to bez sensu. Bo jak można zmienić coś, jeśli się nie wie, że to coś jest złe?
W VIII Liceum Ogólnokształcącym uczniowie mieli problemy przez ulotki. Dyrektorka, Katarzyna S., nie chce widzieć więcej tych ulotek, ani nie chce słyszeć więcej o Podziemiu LO. -To oburzające, to jest znieważające naszą placówkę! -Twierdzi. Jednak sama kazała przenieść dwie uczennice do innej szkoły z powodu „dyscyplinarnych problemów”. Hanka K. i Elwira Z. twierdzą, że zostały przeniesione z powodu ulotki Podziemia LO: „Niechcący się podpisałyśmy pod tekstem. Zresztą, dotychczas miałyśmy zachowanie wzorowe. Dlaczego więc dyrekcja miałaby nas przenosić do innej szkoły? Teraz chodzimy do VI Liceum Ogólnokształcącego i szczerze powiem, że jestem z tej szkoły bardziej zadowolona, niż z ósemki.
Uczniowie, którzy są zrzeszeni w Podziemiu LO walczą o wolność słowa w swoich szkołach. Szkoda tylko, że takie działania dają słabe rezultaty. Bo uczniowie są przenoszeni do innych szkół i w dalszym ciągu są ignorowani. Czy to tak można w kraju, w którym istnieje wolność wypowiedzi?
WYWIAD Z PODZIEMIEM LO
Gazeta Kijańska: Dlaczego zdecydowaliście się założyć „Podziemie LO”?
Daniel: Bo wkurzało nas to, że dyrekcja ignoruje nasze zdanie.
Hanka: Chcieliśmy mieć wpływ na to, co dzieje się w szkole. Uważamy to za nie fair, że dyrekcja robi sobie, co chce, nie zważając na uczniów.
GK: W jaki sposób działacie?
Tomek: Posiadamy stronę pod adresem www.podziemielo.republika.pl, na którą wejść mogą wybrane osoby, gdyż są zabezpieczone. Gdy ktoś chce się dostać, to na stronie jest napisane, pod jaki numer się podłączyć.
Daniel: Mamy również własne forum, pod adresem www.podziemielo.com.pl.
Hanka: Ponadto, organizujemy dwa razy w tygodniu spotkania u kolegi, właśnie w tej siedzibie, w której jesteśmy...
Elwira: Drukujemy czarno-białe ulotki i rozdajemy je uczniom. To chyba jest najważniejsza i najbardziej podstawowa działalność naszej organizacji, od której zaczęliśmy.
GK: Jak myślicie, czy uda wam się osiągnąć cel?
Tomek: Musi!
Yoseki: Robimy to samo, co podziemie za czasów komuny! Więc coś musi zdziałać!
GK: Dziękuję.
Daniel uśmiechnął się. Ocena Podziemia LO – pozytywna. Może więc łatwiej im przyjdzie osiągnąć cel? Chciało mu się skakać z radości.
-Mamo, dziękujemy! -Wrzasnął i pocałował mamę w policzek.
19 marzec 2006 – Niedziela
Licealista uczył się. Miał dobry humor. I świadomość, że wszystko może się zmienić.
20 marzec 2006 – Poniedziałek
Kumpel: Chłopie, co za artykuł!
Licealista: Nie podoba się?
Kumpel: Jest świetny! Gdzie idziesz?
Licealista Do VI Liceum Ogólnokształcącego. Tam podobno pozwalają na większą swobodę wypowiedzi, niż tu.
21 marzec 2006 – Wtorek
Licealista nie miał zbyt dobrego humoru. W sumie, w szkole się nic działo. Gdy wrócił, zastał płaczącą mamę.
-Mamo, co się stało?!
-Babcia nie żyje -wypowiedziała drżącym głosem.
Przytulili się.
Po obiedzie Licealista zobaczył najnowsze wydanie „Gazety Kijańskiej”. Znów pisano o Podziemiu LO. I ministerstwie oświaty. Oto, co przeczytał w krótkiej informacji:
Bo zabraniają wolności słowa
Minister Edukacji otrzymał sobotnie wydanie „Gazety Kijańskiej” prosto do domu (przypomnijmy, Kazimierz M. pochodzi z Kijanek). W poniedziałek – w mgnieniu oka! - wydał rozporządzenie o tym, że uczniowie mogą krytykować swoją szkołę (ale bez obrażania ludzi w niej pracujących). Jeśli zaś chodzi o opinie o nauczycielach, to uczniowie mogą ich krytykować. Jeśli dyrekcja będzie ignorować zdanie uczniów, dostanie najpierw upomnienie, a potem – wypowiedzenie. Niestety, minister nie oświadczył, na jakieś podstawie dyrekcja ma dostawać upomnienie...
Spotkanie Podziemia LO przebiegało dosyć emocjonalnie. Jedynym człowiekiem, który nie miał humoru był Daniel.
-Co się stało? -Spytał Kumpel.
-Babcia zmarła. -Odpowiedział Licealista.
Na stoliku leżało kilka egzemplarzy dzisiejszego wydania „Gazety Kijańskiej”.
-Panie i panowie! -Powiedział Kumpel. -I tak już dużo zrobiliśmy! Teraz możemy walczyć o to, by ministerstwo oświaty jakoś uregulowało prawnie dawanie upomnień dyrekcji. Będziemy wysyłać listy z taką prośbą do ministerstwa. W końcu się zgodzą.
Hanka: A co z naszą działalnością?
Licealista: Nic, zakończyliśmy. To... już koniec.
Elwira: Nie, no! Ale spotykać się będziemy dalej?!
Kumpel: No pewnie, w końcu jesteśmy przyjaciółmi!
Było już dobrze po dwudziestej, gdy ludzie zaczęli się zbierać do domów. Danielowi ciężko było samemu wracać. Odprowadził go Kumpel.
Kumpel: Nie martw się, ona jest z tobą!
KONIEC

digg it
del.icio.us
Hmmm,całkiem ciekawe opowiadanka^^ Szczególnie podobało mi się 'Być idiotką" xD Pozdrawiam.
Tomoko | 2007-08-29 - 13:07:16 GMT 1 #