Niewidoma
Była wysoką dziewczyną o długich włosach. Miała na sobie sweter, spodnie i adidasy. W prawej dłoni trzymała torebkę.
Stanęła przed budynkiem szkolnym. Wiedziała jak wygląda - jest duży, w połowie oszklony. Zawsze marzyła o tym, by wejść do środka i zobaczyć wnętrza tej budowli, ale nigdy nie było jej to dane.
Weszła do środka. Nie wyczuła nikogo - korytarz był pusty. Zaczęła iść prosto przed siebie. Nagle usłyszała za sobą czyjeś kroki. To nie był znany jej zapach. Odwróciła się napięcie. Osoba ją minęła. Spojrzała na nią.
-Proszę pana... -Powiedziała nieco nieśmiało. Bała się, że jej rozmówca zrozumie, kim jest.
-Tak? -Spytał nieznajomy.
-Gdzie jest gabinet numer czternaście?
-Prosto, skręt w prawo i trzecie drzwi. -Dziewczyna już szła przed siebie, a on stał w miejscu. Miał niejasne przeczucie, że powinien pomóc tej nieznajomej. Ruszył powolnym krokiem przed siebie.
Ona - kierując się drogą, jaką wskazał jej mężczyzna - trafiła na korytarz. Zupełnie nie wiedziała, od której strony szukać tych drzwi. Od prawej czy lewej? Podeszła do ściany i zaczęła iść wzdłuż niej. Natrafiła na jakieś drzwi. Wyczuła szklaną tabliczkę. Skrzywiła się. To jak teraz odnajdzie właściwy gabinet? Do lekcji pozostało zaledwie dziesięć minut, a ona z szukaniem mogła się cackać znacznie dłużej.
-Pomóc w czymś? -Spytała wcześniej napotkana osoba.
-Nie, poradzę sobie sama. -Odpowiedziała, ale w jej głosie drżała nutka niepewności. "Cholera" -pomyślała. -"Może po prostu...", urwała tę myśl. Poczuła przy sobie postać mężczyzny. Wziął ją za rękę i zaczął prowadzić prosto. Gdy przystanęli, dotknął drzwi i powiedział:
-To tutaj.
"Czy zawsze będę potrzebowała pomocy innego człowieka, by mi pomógł znaleźć potrzebne miejsce?" -Zastanawiała się. I rozpłakała się. Zaskoczony towarzysz nie wiedział jak postąpić. Przytulić? Powiedzieć coś?
W tym momencie rozległ się dzwonek na lekcje. Mężczyzna pobiegł przed siebie, w jakimś kierunku trudnym do określenia. Dziewczyna się uspokoiła. Chwilę stała samotna, a potem do niej dołączyło trzynaście innych osób. Wśród nich były dwie dziewczyny, które od razu przyczepiły się do "nowej", jak ją nazwały.
-Hej! -Powiedziała jedna z nich. -Jestem Olka, a ty?
-Malwina -padła odpowiedź.
Dziewczyny zaczęły ze sobą rozmawiać. Tak, jakby nic je nie dzieliło. Przyszedł nauczyciel. Malwina była zaskoczona, że to jest ten sam mężczyzna, którego spotkała wcześniej.
Weszli do klasy. Usiedli w ławkach, Olka z nową koleżanką.
-Dzień dobry -mówił nauczyciel. -W tym roku czeka was ciężkie zadanie. Będziecie musieli zmierzyć się z walką o oceny na świadectwo maturalne. Z kolei przedmioty maturalne będą was traktowały bardzo ostro...
I tak prawie nikt nie słuchał zrzędzenia mężczyzny, który stał prawdopodobnie przy tablicy. Większość uczniów była zajęta sobą.
-Marek, te wakacje były świetne! -Stwierdził jeden z chłopaków, na co drugi:
-Chyba żartujesz! Takich dupnych wakacji to ja w życiu nie miałem!
Malwina rozmawiała z Olką.
-A właśnie -powiedziała ta druga -jak minęły wakacje?
-Dobrze -padła odpowiedź. Towarzyszka "nowej" zmarszczyła brwi. "Dziwne" -pomyślała i wzruszyła ramionami.
* * *
Spodziewali się przynajmniej miesiąca pełnego swobody. Jak bardzo się mylili, przekonali się następnego ranka - już na pierwszej lekcji z języka polskiego.
-Na następnej lekcji będzie krótki sprawdzian ze starożytności. -Powiedziała nauczycielka, która stała - jak przypuszczała Malwina - obok rzędu przy ścianie. -A teraz otwórzcie podręczniki na pierwszej stronie o romantyzmie.
Olka siedziała z Malwiną. Cały czas zastanawiała się, czemu jej koleżanka nie zdejmuje okularów przeciwsłonecznych. Dziewczyna miała je na sobie nawet w klasie. Teraz zadrżała. Bo jej książka była inna, niż reszty. Co robić?
-Czemu nie otwierasz książki? -Zdziwiła się Olka, otwierając swoją na wymaganą stronę.
-A po co, skoro masz swoją i możemy razem z niej czytać? -Spytała Malwina, uśmiechając się lekko. Miała przeczucie, że źle postępuje. Ale postanowiła zaryzykować.
-Dobrze... -Powiedziała nauczycielka. Swój wzrok skierowała na Malwinę i dziewczyna o tym wiedziała. -Niech nam fragment o rozpoczęciu tej epoki przeczyta Malwina.
Dziewczyna zadrżała. Schyliła głowę w dół, niby to patrząc w książkę, po czym powiedziała:
-Nie mogę, proszę pani.
-Dlaczego?
Mogła się przyznać. Ale nie chciała.
-Bo się wstydzę.
Nauczycielka była zaskoczona. Spodziewała się wszystkiego, ale nie tego.
-Zostaniesz po lekcji -stwierdziła tylko.
Gdy wszyscy wyszli z klasy - prócz Malwiny - nauczycielka od polskiego powiedziała:
-Dlaczego nie chciałaś otworzyć swojej książki?
Dziewczyna milczała.
-Może powinnaś mieć zajęcia indywidualne?
-Nie!
-Dlaczego? Pomogłoby ci to i...
-Nie, poradzę sobie sama. Przecież nie jestem aż taka niedołężna, by nie radzić sobie w społeczności ludzkiej.
Tymczasem na korytarzu zagadał Olkę zagadał Marek:
-Co tam słychać?
-Nowa jest dziwna. -Padła odpowiedź.
-No wiesz, to, że nosi okulary słoneczne, nic nie znaczy. Może tym manifestuje swoją odmienność. Wiesz przecież, jacy są teraz ludzie.
Olka spojrzała prosto na Marka i powiedziała:
-Ona mogła przeczytać tę rameczkę na spokojnie. Ona coś ukrywa.
-Weź przestań! Każdego byś podejrzewała!
W tym momencie z gabinetu wyszła Malwina. Olka podbiegła do dziewczyny i spytała:
-Czego chciała?
-Czepiała się, że jej nie słucham na lekcji.
* * *
Siedziały razem na jednej ławce i rozmawiały ze sobą. Podszedł do nich Marek. Od samego początku podobała mu się Malwina.
-Hej, dziewczyny, co porabiacie? -Spytał.
-Rozmawiamy o kotletach -stwierdziła Olka. Malwinie wydało się, że Markowi chce się śmiać. Zrozumiała, że to był żart przyjacielski, zrozumiały tylko dla niego i Olki.
Marek przysunął się do Olki i szepnął jej na ucho:
-Daj mi porozmawiać z nową.
-Po co? -Odszepnęła dziewczyna.
-Chcę ją zaprosić.
Malwina to wszystko słyszała. Ale udawała, że nie.
Olka wstała i powiedziała:
-Idę do sklepu kupić nam coś do schrupania. -I pobiegła. Marek usiadł obok Malwiny i powiedział:
-Podobasz mi się.
Na to dziewczyna nie była przygotowana. Zrobiła taki ruch, jakby chciała spojrzeć prosto w oczy swojemu towarzyszowi. Co miała mu powiedzieć? Tyle uczuć się w niej kłębiło, że milczała. Bała się. Było jej smutno. Poczuła pragnienie płaczu. Zacisnęła pięści.
-Spotkajmy się jutro. Przed katedrą. -Powiedział. -Pójdziemy na lody...
-Dobrze -odpowiedziała, tłumiąc w sobie płacz. Ledwo jej się udało, by w głosie nie było słychać żadnych płaczliwych dźwięków. Marek się uśmiechnął i poszedł.
Malwina zakryła swoją twarz dłońmi. Nie chciała się popłakać. Nie teraz, przy ludziach. Przyszła Olka, zastając ją w takim stanie.
-Co się stało? -Spytała.
-Nic. -Odpowiedziała Malwina. -W porządku, tylko po prostu to jest dla mnie zbyt ciężkie... Nowe środowisko, a tu nagle Marek mnie zaprasza na lody.
Olka się ucieszyła. W końcu osiągnął to, co chciał. A chciał poderwać nową. Dowiedzieć się czegoś o nieznajomej. I przede wszystkim, chciał, by ona się w nim zakochała ze wzajemnością.
-To powodzenia -powiedziała Olka, siadając obok Malwiny. -Niedługo dzwonek.
* * *
Usiadła na łóżku. Okulary położyła na biurko. Zaczęła się zastanawiać nad tym, co ją dzisiaj spotkało. Naprawdę Marek ją zaprosił? Czyżby naprawdę mu się podobała?... No tak, to pewnie dlatego, że nie wie, kim ona jest. Gdyby wiedział, to by się nie odważył.
Wstała i podeszła do lustra. Jej matka, przechodząc obok pokoju, zobaczyła odbicie swojej córki. I białe oczy w jej twarzy.
* * *
Cały dzień praktycznie nie rozmawiały o niczym innym, jak tylko o Marku i dzisiejszym spotkaniu. -Wiesz -powiedziała Olka, siadając na parapecie okna. Znajdowały się na korytarzu. -Marek lubi patrzeć dziewczynie prosto w oczy.
Malwina wystraszyła się. Co będzie, jeśli będzie chciał spojrzeć w jej oczy?
-Nie martw się -powiedziała Olka -on jest zdolny do wszystkiego, ale nie do zmuszania dziewczyn do czegoś, czego nie chcą zrobić.
Ta myśl trochę uspokoiła Malwinę. Olka natomiast zastanawiała się: "Ona ma coś nie tak z oczami. Dziwna dziewczyna. Może Marek czegoś się dowie".
* * *
Stała przed katedrą. Czuła się trochę niepewnie... Przyjdzie, czy nie? O, jest. Idzie ku niej. Uśmiecha się...
-To co, idziemy na lody? -Spytał.
Zgodziła się. Postawił jej truskawkowe, jej ulubione. Usiedli na ławce w parku.
-Czemu się przeniosłaś? -Spytał.
-Bo marzyłam o tej szkole. -Stwierdziła, uśmiechając się. -I w końcu mi się udało.
-Cóż... Ja w gimnazjum chciałem być astronomem, a to jest świetna szkoła pod względem matematyki. A teraz... Nie wiem, kim będę.
Rozmawiali o wszystkim i o niczym jeszcze przez parę minut, po czym zamilkli.
-Chciałbym... -Powiedział Marek i spojrzał na Malwinę. Ona wyczuła, że zaraz coś się wydarzy. Coś, co chyba nie będzie dla niej zbyt dobre.
Chciał dotknąć jej okularów. Chciał je zdjąć. Prawie mu się to udało. Ale ona odrzuciła jego dłoń. Wstała i powiedziała:
-Nie. Tego nie zrobisz.
-Dlaczego? -Zdziwił się Marek. -Przecież ja tylko...
-Nie! -Zaczęła przed siebie biec.
"Co ją napadło?" -Zastanawiał się Marek. Chciało mu się płakać. Poczuł się tak, jakby ktoś mu zadał nóż w serce. Dlaczego mu nie pozwoliła zobaczyć swoich - najpewniej - pięknych oczu?
Tymczasem Malwina dobiegła do Tesco. Trochę drżała. Koniec z Markiem. Odrzuciła chłopaka, który mógł jej ofiarować miłość. Ale skąd pewność, że on ją kocha? Przecież znali się dopiero od kilku dni. Przecież...
Chciało jej się płakać, chociaż starała się wstrzymywać. "Popłaczesz sobie w domu" -myślała gorączkowo, powoli idąc w stronę przystanku tramwajowego.
* * *
-Co zrobiła?! -Krzyknęła z zaskoczeniem Olka. Znajdowali się u Marka. Siedzieli na czerwonej kanapie w dużym, wszechstronnym pokoju.
-Wiesz -powiedział. Jego głos lekko drżał. -Ja myślę, że ona może mieć coś nie tak z oczami. Że się nas boi.
-Boi? Dlaczego miałaby się nas bać?
-Nie wiem. Ale... Ja... Ona mi się strasznie podoba.
* * *
Kolejny poranek nie był zbyt wesoły. Olce jakoś ciężko było rozmawiać z Malwiną po tym, co mu zrobiła. W ogóle nie rozmawiały ze sobą na ten temat. I jedna i druga wiedziała, że ta druga wiedziała.
Ale siedziały w jednej ławce. W końcu Olka powiedziała:
-Może wpadniesz dzisiaj do mnie? To sobie o tym i owym pogadamy.
Malwina się ucieszyła. Z chęcią się zgodziła. Bo czemu nie? To był znak, że dziewczyny coraz bardziej się ze sobą zżywają.
* * *
Olka mieszkała w bloku. Postanowiły pojechać windą.
-Na trzecie piętro -powiedziała koleżanka Malwiny.
Gdy już znalazły się w środku, towarzyszka Olki stwierdziła, że pokój koleżanki jest mały. Usiadły na tapczanie i zaczęły obgadywać klasę, a następnie nauczycieli. W końcu zeszły na temat Marka.
-Dlaczego? -Spytała Olka.
-Nie chciałam. Po prostu... -Urwała Malwina. Między nimi zapanowała cisza.
-Co?
-Może pójdziemy do mnie? To będzie mi łatwiej.
-Nie rozumiem. Najpierw chcesz iść...
-Proszę... Ja...
Widząc, że Malwina prawie ma się popłakać, Olka się zgodziła.
-Mamo, my wychodzimy -stwierdziła dziewczyna, po czym wyszły.
Dom Malwiny był mały, jednorodzinny. I wszechstronny. Z piętrem. Dziewczyny poszły na górę.
-Pójdę po herbatę i ciasteczka -powiedziała Malwina, po czym zeszła na dół. Olka zaczęła się rozglądać wokół. Zauważyła, że jej koleżanka nie ma prawie żadnych książek. A jeśli ma, to w wersji słuchowiska. Na biurku leżały jakieś podręczniki - ich okładki były zakryte kolorowym papierem. Otworzyła jeden z podręczników i aż ją zatkało. To nie było zwykłe pismo, które znała. To było pismo Brailla.
Malwina weszła do pokoju. Tacę położyła na stoliku. Olka spojrzała na koleżankę i powiedziała:
-Ty jesteś... -Nie dokończyła zdania.
-Jestem niewidomą. -Stwierdziła Malwina, a jej koleżanka głośno przełknęła ślinę. To był szok.
-A oczy... -Dziewczyna sprawiała wrażenie, jakby chciała się popłakać.
-Nie pokażę ich...
-Chcę zobaczyć oczy. -Powiedziała twardo Olka, podchodząc do niewidomej. -Chcę zobaczyć to, czego nie widział Marek. I chcę wiedzieć, dlaczego ich nie widział. Proszę.
-Dobrze, pokażę ci. Ale pod jednym warunkiem. O tym, że jestem jaka jestem nikomu nie powiesz. Nawet Markowi.
-Dlaczego?...
-Bo tak.
-Zgoda.
-Obiecaj.
-Obiecuję.
Malwina zdjęła okulary przeciwsłoneczne. Olka przełknęła ślinę. Zachciało jej się płakać. Jej koleżanka... Marek... Malwina ma puste oczy...
-Przepraszam -powiedziała Olka -gdzie tu łazienka?
* * *
Malwina siedziała na kanapie razem z matką, która ją przytulała.
-Myślę, że to dobrze, że jej o tym powiedziałaś -powiedziała rodzicielka.
-A jeśli ona mnie nie zaakceptuje...
-Jeśli nie, to okaże się nic nie wartą osobą, którą nie należy się przejmować.
* * *
Następnego dnia Olce było jakoś niezręcznie zacząć rozmowę ze swoją koleżanką. Dziwnie się czuła. Jak miała się zachować wobec osoby, którą spotkała taka tragedia?
Powiedziały sobie cześć. I poszły do łazienki.
-Jeśli mnie nie akceptujesz, to mi powiedz. -Powiedziała Malwina, stojąc nad zlewem. Olka stała za nią.
-Ja... -Powiedziała koleżanka. -Przepraszam. Lubię cię, ale...
-Nie chcę litości.
Olce trochę głupio się zrobiło, po czym spytała:
-Czy będę... Czy będzie ci to przeszkadzało, jeśli się spytam, dlaczego nie widzisz?
Zapanowało milczenie, po czym Malwina odpowiedziała:
-Rok temu zachorowałam na dystrofię siatkówkową, rodzaj zaćmy. Choroba bardzo szybko postępowała, a lekarze nie wiedzieli, jak mi pomóc.
-Przepraszam. -Powiedziała po chwili milczenia Olka.
* * *
Po jakimś czasie obie przyzwyczaiły się do nowej sytuacji. Malwina zaczęła nawet nosić książki dla niewidomych. Olka nikomu nie mówiła o sytuacji koleżanki. Odnosiło się wrażenie, że dziewczyny się zaprzyjaźniły. I obie udawały, że Malwinie nic nie jest.
Pewnego dnia jakieś dziewczynie na korytarzu wypadły długopisy. Potoczyły się po podłodze, a właścicielka nie zdążyła ich uzbierać.
-Uważaj! -Usłyszała okrzyk Olki Malwina. Ale było za późno. Dziewczyna nadepnęła na jeden z długopisów i wywaliła się jak długa na podłodze. Okulary stoczyły się z twarzy na cement. Malwina wstała. Miała otwarte oczy. Marek i reszta klasy zobaczyli to, co dziewczyna ukrywała przed nimi od paru tygodni. Puste, białe oczy.
Bez słowa Malwina wstała. Ludzie, którzy zebrali się wokół niej, milczeli. Bardzo zaniepokojoną twarz miała Olka.
Niewidoma odwróciła się napięcie, po czym zaczęła biec przed siebie.
-Malwina! -Wrzasnęła Olka, po czym ruszyła za nią biegiem.
Klasa milczała. Nikt do siebie się nie odezwał słowem. Przykro było zwłaszcza Markowi. Przyszedł nauczyciel. Początkowo był zadowolony z ciszy, jaka zapanowała wśród uczniów, ale gdy zaczął pisać temat na tablicy, wrzasnął:
-Co się dzieje?! Gdzie wasza gadanina?! -Spojrzał na klasę tak, jakby chciał ją spiorunować.
-Dlaczego ona nam o tym nie powiedziała? -Spytał Marek, wstając.
-Kto? -Spytał zaskoczony nauczyciel.
-Dlaczego Malwina nam nie powiedziała, że jest ślepa?
-Myślałem, że wiecie. Obiecaliśmy jej, że nic nie powiemy, bo ona chciała sama wam przekazać.
-Ale... Dlaczego?
-Nie wiem, dlaczego to zrobiła. Siadaj, Marek. -Chłopak usiadł. -Myślę, że to może mieć związek z jej samoakceptacją.
* * *
Olka dorwała Malwinę, jak ta stanęła przy drzewie i zaczęła płakać.
-Przestań -powiedziała koleżanka niewidomej. -Nic się nie stało...
-NIC SIĘ NIE STAŁO!? -Malwina spojrzała na Olkę. A raczej odnosiło się takie wrażenie, że chce na nią spojrzeć.
-No... Nic... Po prostu...
-A jak oni mnie nie zaakceptują?! Przecież nie jestem... Ja jestem...
-Malwina... To, że nie widzisz, nie oznacza, że jesteś gorsza...
-Ale jestem!
Niewidoma płakała.
-Malwina... -Powiedziała Olka, przytulając swoją koleżankę -ty może nie widzisz oczami, ale masz dar, który niejedna osoba by ci pozazdrościła...
Niewidoma okazała na twarzy zaskoczenie.
-Widzisz duszą. A dusza widzi o wiele więcej, niż oczy.
* * *
Do klasy weszła Olka. Sama. Wszyscy skierowali wzrok na nową przybyłą.
-Pozwoliłam Malwinie odejść do domu. -Powiedziała. -A my jutro zachowujmy się tak, jakby nigdy nic. I nie okazujmy jej litości.
-Dlaczego ona to zrobiła? -Spytał Marek.
-Bo się bała. Bała się, że jej niezaakceptujemy.
* * *
Stała na moście. Twarz miała skierowaną w stronę rzeki.
-Malwina... -Powiedział Marek, podchodząc do niej. W rękach trzymał bukiet kwiatów i czekoladki.
-Nie chcę litości. -Powiedziała. Dziewczyna nie miała na sobie okularów przeciwsłonecznych.
-Ale... -Próbował się bronić chłopak.
Malwina zaczęła od niego odchodzić.
-Malwina! -Wrzasnął za nią niemal z rozpaczą. Rzucił swój podarunek na most i zaczął biec za dziewczyną.
-Malwina! Przecież ja cię kocham! Jesteś piękna bez względu na to, jakie masz oczy! Podobasz mi się taka, jaka jesteś!
Dziewczyna przystanęła. Wyglądało na to, że płacze. Marek podszedł do niej i przytulił ją.
-Naprawdę? -Spytała.
-Tak.

digg it
del.icio.us