Być idiotką
Droga Mario,
Chciałbym Ci w tym liście oświadczyć, że jesteś kompletną idiotką. Takiej głupiej dziewuchy, jak TY nie widziałem w życiu! Weź się naucz logicznego myślenia i koleżeństwa, OK?
Twój Wypasiony Wróg nr 1
Zmarszczyła brwi. Kto może być jej wrogiem numer jeden? Adam? Krzysztof? Katarzyna? Emilka?... Cholera jasna! -Pomyślała. -Przecież wszyscy w tej szkole są tak popieprzeni, że żyć się nie da normalnie! Nie no...
Weszła do kuchni, która była mała, jasna, a jej ściany miały kolor zielony.
-Kochanie -usłyszała głos mamy. -I co napisał twój wielbiciel?
Maria wpadła do balkonowego jak szalona, w dłoni trzymała nieszczęsny list. Ryknęła:
-To nie wielbiciel, tylko cholerny Wypasiony Wróg numer 1, mamo!!!!
-Och -jęknęła matka, która swoje brązowe włosy miała zapięte w kitkę. Nosiła na sobie zieloną koszulkę i brązowe spodenki. Spoglądała na swoją córkę z niepokojem. Milczała.
-Mamo -powiedziała jej córka, która nosiła na sobie czerwoną spódniczkę i zielonkawy sweter -ja się chyba wynoszę z tej cholernej, wieśniackiej szkoły!!
-Och -jęknęła matka. Nadal gapiła się na swoją córkę, a konkretniej - w jej zielone oczy. Obie miały ten sam kolor włosów i oczów.
-Mamo!!! -Zdenerwowała się Maria. -Tak nie może być! Uważają, że jestem głupia! Co ja im zrobiłam! Cholera jasna, chyba są o mnie zazdrośni!
-Z twoją średnią 3.0. to się nie dziwię.
-Wiem, że w gimnazjum było lepiej, ale to jest cholerne technikum, w którym jest dwa razy wszystkiego więcej! Cholera, cholera, cholera! I co ja mam zrobić!!!
-Uspokój się.
-Nie chcę!!!
-Pograj w go.
-Nie chcę!!!
-Wyjdź na spacer.
-MAMO!!!!
Zamilkły. Matka wstała, podeszła do córki i powiedziała:
-Jeśli nie wiesz, dlaczego oni cię nienawidzą, to masz problem. To, by społeczeństwo kogoś nienawidziło, nie jest normalne. Zastanów się nad wszystkim. Nad sobą. Nad wydarzeniami. Na razie więcej komentować tego nie zamierzam. Idę zrobić kolację. -I wyszła z pokoju, zostawiając Marię stojącą jak słup soli.
* * *
-Powiedziała, że mam się zastanowić, dlaczego tak. -Powiedziała, siadając na swoim zielono-niebieskim tapczanie. Obok niej siedziała czarnowłosa dziewczyna ubrana w białą minispódniczkę i czarną, koronkową koszulkę.
-Wiesz, Mario -powiedziała koleżanka Marii -sądzę, że miała rację.
-Co?! EWELINA, przecież wiadomo, dlaczego tak jest!!! -Wrzasnęła Maria.
-Uspokój się. Problem w tym, że właśnie NIE WIADOMO. Nie możesz wszystkiego zrzucać na szkołę, na rodziców tych popaprańców, na ich nienormalność. To, że oni cię tak... nienawidzą, to też twoja zasługa.
-MOJA?!?! A niby w czym, do cholery jasnej, im zawiniłam?!
-Zastanówmy się razem... Jak się to wszystko zaczęło?
JAK TO SIĘ WSZYSTKO ZACZĘŁO - relacja Marii, nr 1
Marzyłam o zostaniu kucharką albo o założeniu małej restauracyjki. Wiadomo, że człowiek najlepiej się realizuje w danym zawodzie, jeśli ma odpowiednie wykształcenie i powołanie. Do tego celu brakowało mi jednak wykształcenia... Stwierdziłam, że kucharz małej gastronomii to idealny zawód dla zrealizowania moich marzeń! Zachwyciłam się, a ponieważ właśnie kończyłam gimnazjum, postanowiłam, że pójdę do technikum o takim profilu. No i poszłam.
Pierwsze dni w nowej szkole były wyczerpujące, ale super! Fantastico! Wszyscy się poznawali, wszyscy się kłócili o to, kto z kim i kiedy siedzi w danej ławce. Postanowiliśmy na zmianę siedzieć. W ten sposób na matmie siedziałam z Danielem, a na chemii z Magdą.
Stawaliśmy się coraz lepszą paczką kumpli. Każdy każdego lubił. Było jak w raju! Hehe, tylko pozazdrościć...
-E, no co ty? -Zdziwiła się Ewelina, pijąc zimną wodę w ciemnobłękitnej szklance. -Było aż tak cudownie?
-Oczywiście! Każdy każdemu chciał pomóc... Eeeh...
Ewelina klepnęła swoją prawą dłonią ramię Marii i powiedziała:
-Nie martw się! Będzie cudownie!
-Kiedy?!
-No jak to kiedy?! Kiedy się pogodzicie!
-Weeeeź!!!!!
-No, a teraz... Kiedy w waszej klasie wystąpił pierwszy konflikt z tobą?
PIERWSZY KONFLIKT Z MARIĄ W JEJ KLASIE - relacja Marii, nr 2
To było wtedy, kiedy... Była religia. Katechetka coś gadała. I nagle skoczyła na inny temat: homoseksualizmu. Gadała totalne bzdury: że to sam szatan, że to jest lenistwo, że to jest jakaś bzdura, wymyślona dla wygody ludzi i inne... Ja odważyłam się powiedzieć to, co sądzę! Ha! To było cudowne, czułam się później z siebie dumna!!!! A oto, co powiedziałam:
-Geje, lesbijski, biseksualiści? Są stworzeniami boskimi i wcale nie są od nas gorsi! Powiem więcej: są lepsi! I powiem tak: są milsi, fajniejsi, bardziej, no... pociągający! Wiem, wiem, myślicie sobie, że oszalałam! Ale w sumie, to myślę, że jestem - jeśli nie lesbijką - to przynajmniej biseksualistką!
Wszystkim dech zamarło z wrażenia. Najpierw myślałam, że to z zachwytu nade mną, ale później się zawiodłam. No po prostu - szlag mógł mnie spokojnie trafić w dupę, a najlepiej to w głowę, jak usłyszałam słowa Daniela na matmie:
-Wiesz, co? Myślę, że jesteś stuknięta. I to niezdrowo.
Ponieważ nie należę do nieśmiałych, cichych osóbek, pozwoliłam sobie na ripostę:
-Weź się palnij! Sam jesteś wariat!
Niestety, za głośno to powiedziałam i babka od maty wpisała mi uwagę do dziennika w stylu: "Maria na lekcji z matmy potwierdza moją tezę, że Daniel to wariat. Niestety, zrobiła to ciut za głośno".
Po tym klasa przestała mnie trochę lubić. Niektórzy mnie zaczęli ignorować, inni na mój widok się śmiali, a jeszcze inni - kręcili głową z niedowierzaniem.
-Po coś ty to wypaplała?! -Wrzasnęła wzburzona Ewelina. -Trzeba było siedzieć cicho, a nie, jak ta idiotka, na całą klasę oświadczać prawdę wszechczasów, że Daniel to wariat!
-Ale... Ale ja się broniłam! Ha! Skoro on mnie nazwał idiotką, to czemu ja jego nie mogę?! To przecież umniejszanie praw kobiet!
-Zamknij się i słuchaj, idiotko! Może on nie chciał cię obrazić! Zresztą, z czasem mógł zmienić swoje zdanie na twój temat! I w klasie są jeszcze inni, prócz Daniela! Mogłaś się przesiąść do Zdunka!
-ZDUNKA, tego kretyna?! W życiu!!!
-Ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałaś, a zresztą, to byłoby lepsze towarzystwo niż Daniel!
-Nie zgadzam się!!
-Dziewczynki -do pokoju wpadła mama Marii w zielonej sukience. -Idę na miasto. Wy tu se gadajcie, a jak zgłodniejecie, to bierzcie co chcecie. Nara! -I poszła.
-I co, próbowałaś się jakoś pogodzić z tą twoją klasą? -Spytała Ewelina.
-No właśnie nie... Dochodziło do kolejnych konfliktów, w tym najważniejszy był na polskim.
-O co poszło?
POLSKI - WPADKA I ROZPADKA - relacja Marii nr 3
Na polskim siedziałam z Grześkiem. Dziwny z niego chłop. W każdym razie, facet od przedmiotu brał do odpowiedzi. Wypadło na Malwinkę.
-Malwinko -zwrócił się belfer do stojącej przy tablicy i z lekka zaczerwienionej ze wstydu koleżanki -powiedz mi... Dlaczego zwykle, mówiąc o utworach ze średniowiecza, nie mówimy o tym, kto jest ich autorem?
Chwila milczenia, po czym Malwinka wypala:
-Ponieważ w średniowieczu nie wynaleziono jeszcze podpisów.
Normalnie klasa wybuchłaby śmiechem, ale moja - zamarła! Tylko ja ośmieliłam się wyśmiać tę idiotkę przy tablicy i powiedzieć:
-Bo wtedy Bóg był najważniejszy i oni robili to ku chwale Bożej, a nie ludzkiej! Hie, hie!
Facet od polskiego krzywo na mnie spojrzał, a Malwinka powiedziała mu, że musi do kibla. Wyglądała, jakby zaraz miała się popłakać.
Ewelina trzymała ręce na głowie. Wrzasnęła:
-W A R I A T K A!!!!
-Ona? Pewnie, że tak. Takie głupoty przy odpowiedzi gadać...
-Nie ona, TY, kretynko!
Maria spojrzała jak wryta na Ewelinę.
-Też bym cię nie lubiła za coś takiego! Wiesz co! Jesteś nieodpowiedzialna!
-JA?! O czym ty, do jasnej cholery, gadasz?!
-O tym, że zachowywałaś się wyjątkowo chamsko w stosunku do klasy...
-Eh, nie przesadzaj...
-Ta, wiem, Marek! Ale on się nie liczy, jako twój wieloletni kumpel! Mówię o całej reszcie!
-Cóż... Zresztą, widać, że towarzystwo nie jest za dobre. Marek zgłupiał. Zrobił ze mnie narkomankę!
-Ja rozumiem, że palisz maryśkę, ale to jest narkotyk...
-NIE, to NIE JEST narkotyk, do diabła! Weź się palnij w główkę!
Zapadła cisza.
-Nie mam sił z tobą dyskutować. -Stwierdziła Ewelina, wzięła swoją czarną, skórzaną torebkę. -Cześć. -I wyszła.
* * *
Cześć, kretynko.
Powinnaś wiedzieć, że marihuana podwyższa prawdopodobieństwo schizofrenii. Ja uważam, że TY już ją masz!
Twój Ukochany Wróg nr 2
Maria położyła list na swoim brązowym biurku. Marszczyła brwi. Do jej pokoju wpadła mama.
-Wiesz, że Daniel przenosi się do innej klasy? -Spytała. Jej córka spojrzała na nią zaskoczona.
-Że niby jak? Dlaczego?
-Bo uważa, że bycie z tobą w klasie przynosi pecha. Tak mi powiedział, kretyn jeden, jak go spotkałam.
-Nie wiem, mamo. Dostałam kolejny liścik. To samo pismo, ale inny podpis. Kurde...
-Słuchaj, zastanów się, kogo pismo widziałaś i spróbuj je porównać z tym, co masz. -Wyszła.
* * *
Ewelina wpadła do pokoju jakby się paliło.
-Rany Boskie! -Wrzasnęła. -Wiesz, że to... To jest, kurwa, pierdolone, najokrutniejsze chamstwo!
Maria wstała z łóżka. Miała na sobie różową koszulkę nocną z misiami.
-Co się dzieje? -Wybąkała.
-Ten koleś, który cię wydał...
-Marek?
-Tak, Marek! On...
-Powiedz to wreszcie, kurwa!
-Rozprowadzał w szkole narkotyki. Heroinę.
-CO!? Co ty, do diabła pieprzonego, pleciesz?! Uczeń?!
-Ta...
-Nie! Nie wierzę w to!
-A jednak to prawda... I na razie będzie miał proces...
-Boże, to nie może być prawda! Idziemy!
-Gdzie?
-Do Marka!
-ZWARIOWAŁAŚ?! Kumpel, który cię zdradza, nienawidzisz go...
-Powiem mu, że jest pierdolonym, kurwa, kretynem!
-W takim razie możemy iść...
* * *
Siedzieli na kanapie, z głowami w dół.
-Cholera jasna -powiedział Marek. -Wiedziałem, że z tym kolesiem jest coś dziwnego...
-Jesteś idiotą! -Wrzasnęła nagle Maria. -Tak się dać zrobić w siano!
-Idiota... Kurwa mać... I kto to mówi...
Maria i Ewelina spojrzały zaskoczone na Marka.
-Co powiedziałeś? -Spytała Maria.
-Nic. -Padła odpowiedź.
-CO POWIEDZIAŁEŚ?! -Wykrzyknęły razem.
-NIC!!!
Maria wstała, ruszyła do biurka.
-Eeeej!!! Co robisz!!! -Wrzasnął Marek, próbując jej przeszkodzić. Niestety, Ewelina trzymała go za brzuch, więc nie mógł zagrodzić biurka Marii, która podeszła do sterty zeszytów leżącej na półce, wzięła jeden i otworzyła, po czym wydała z siebie okrzyk:
-KURWA!!!! WIEDZIAŁAM!!! KURWA!!!
-E... -Jęknęła Ewelina, puszczając Marka i podbiegając do swojej koleżanki.
-To on! To ten dupek!
Spojrzały na Marka.
-Nie, to nie ja...
-Chcesz coś dodać na swoje usprawiedliwienie? -Spytała Ewelina, podchodząc do cofającego się Marka.
-Ja rozumiem, że ona jest chamska. ALE, na litość Boską, moglibyście okazać więcej inteligencji niż ona! Nie szczuć jej! Kurwa mać, padalcy!
Do pokoju wkroczyła matka Marka, po czym powiedziała:
-Co się dzieje?
-Pani syn -oświadczyła triumfalnym głosem Ewelina -szczuł moją przyjaciółkę, Marię. Możemy pokazać dowody.
* * *
-I co teraz. -Spytała Ewelina. Obie siedziały na ławce w parku. Miały spuszczone głowy.
-Nie wiem. Cholera! Jestem idiotką!
POSŁOWIE
Utwór ten dedykuję KAŻDEMU, kto ma problemy z własną klasą. Niestety, jeśli jesteś taką osobą, to mam złą wiadomość: moim zdaniem sam/a jesteś sobie winny/a. Sprzede wszystkim dlatego, że klasa musi mieć jakieś KONKRETNE powody, dla których Cię nie lubi.

digg it
del.icio.us