Ku wolności
Wysoki mężczyzna o czarnych włosach sięgających do ramion miał skute łancuchem nadgarstki. Wisiał w ciemnym i wilgotnym lochu. Jego stopy dotykały kałuży. Miał na sobie białą koszulę i czarne spodnie. Usłyszał zgrzyt drzwi. Do środka weszła wysoka kobieta o jasnych i długich włosach. Ubrana była w białą suknię. Podeszła do więźnia i spojrzała swoimi niebieskimi oczami w jego zielone.
-Powiedz mi -powiedziała nowoprzybyła -jak tu się znalazłeś?
-Po co? -Spytał mężczyzna. W jego głosie słychać było lekką irytację.
-Żeby ktoś o tobie pamiętał. Żeby to, co przeżyłeś nie zmarnowało się. -Mówiła spokojnym głosem. Między nimi zapadło milczenie. Uśmiechnęła się. -Jeśli nie chcesz, trudno. Nikt cię nie zmusza, żebyś opowiadał historie dla przyszłych pokoleń.
Jej spokojny, opanowany głos zaczął go denerwować. Jeszcze chwila i nie wytrzyma. Wiedział jednak, że chamskie zachowanie wobec niej nie przyniesie mu nic dobrego.
-Dobrze, opowiem. -Powiedział w końcu. Zamknął oczy. -Nazywam się Zegrzysław Hal. -I zaczął opowiadać:
-Pewnego, słonecznego popołudnia poszedłem do karczmy "Z braku magii". Usiadłem przy stoliku koło okna i zamówiłem piwo. Czekałem na przyjaciela. Miał mi przywieźć informacje o człowieku, którego poszukiwało całe królestwo. Piłem tak piwo i nagle dostałem ataku.
-Ataku, powiadasz? -Przerwała mu kobieta. W jej głosie było czuć ciekawość. -A w jaki sposób te ataki się objawiają?
-Są bardzo bolesne. -W jego głosie słychać było gorycz zmieszaną ze smutkiem. -Ich wspólnym elementem jest uczucie, że... -Urwał i spojrzał prosto w niebieskie oczy towarzyszki -całe ciało tak jakby się parzyło. Ból się nasila. Atakujący wybiera jeden element ciała, na przykład rękę i ją rani. Zazwyczaj głęboko. Ataki... Na początku są mało zauważalne, ale z czasem się wydłużają. Z tego, co mi A'rie opowiadała, to mogą trwać od trzech minut do kilkunastu lat. W tym czasie ciało wycieńcza się. Podczas ataku w umysł wgryza się coś, co... Coś, co potęguje nieprzyjemne doznania fizyczne.
Usłyszeli zgrzyt drzwi. Do lochu wszedł wysoki mężczyzna o białych włosach i zielonych oczach. Nowoprzybyły był ubrany w zieloną koszulę, czarne spodnie i granatowe buty. Nie miał lewej dłoni. Podszedł do pary.
-Muszę z nim porozmawiać, Minn'elle.
Kobieta spojrzała z wyrzutem na przybysza i wyszła bez słowa. Zegrzysław spojrzał swoimi zielonymi oczami na nieznajomego. Były pełne gniewu.
-Mój drogi -powiedział przybysz -pewnie mnie nie poznajesz. Jestem Daniel Kartosęki. I to ty, cztery lata temu, odrąbałeś mi lewą dłoń. Za to -zrobił pauzę -należy ci się atak.
W zielonych oczach Zegrzysława odmalowało się przerażenie. Nagle zgiął się i krzyknął. Poczuł, jak coś na plecach tnie jego skórę.
-Proszę -jęknął.
Daniel machnął ręką. Więzień poczuł ulgę. Dyszał. Oprawca uśmiechnął się i powiedział:
-Nie chcę zemsty. Chcę, żebyś dla mnie pracował.
-Przecież wiesz, że to niemożliwe.
-Nie? -Machnął ręką. Zegrzysław wrzasnął, znów się zgiął.
-Zabrania mi tego kodeks!! -Krzyknął. Ból ustał. -Nie mogę mieć dwóch panów... do jednego jestem przywiązany na całe życie... -Znów poczuł ból. Krzyknął, zgiął się. Znów coś tnęło jego skórę - tym razem na brzuchu.
-Zastanów się dobrze. -Powiedział Daniel, wciąż się uśmiechając. Więzień ciągle się wił z bólu. -Porozmawiamy o tym później. -I wyszedł.
Po kilkunastu minutach Zegrzysław zaczął się dusić. A potem zemdlał.
* * *
Otworzył oczy. Zobaczył ciemność. I poczuł rany na całym ciele. Atak minął, więc czuł pewnego rodzaju ulgę. Nie miał czasu zastanowić się nad tym, co przeżył, gdyż do lochu weszła Minn'elle. Uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
-Długo byłeś nieprzytomny -stwierdziła -jakieś półtorej dnia. Miałeś skończyć swoje opowiadanie o tym, jak tu się znalazłeś. Skończyłeś na tym, że w karczmie dostałeś ataku. I co było dalej?
Zegrzysław milczał. Spoglądał na kobietę pochmurnie. W końcu zamknął oczy i podjął ponownie swą opowieść:
-Siedziałem sobie w karczmie, popijałem piwo i nagle dostałem ataku. Krzyknąłem, zgiąłem się i zemdlałem. Gdy się obudziłem leżałem na łóżku w swojej komnacie. Obok mnie siedziała A'rie. Uśmiechała się przyjaźnie.
-Dzień dobry -powiedziała -jestem A'rie, jedna z najlepszych uzdrowicielek w mieście.
Wiedziałem, że uzdrowicielka może uratować mi życie. Ale wiedziałem również, że musi użyć magii, by mogła to zrobić. Chcąc mieć już za sobą ten horror, spytałem bez ogródek, co mi dolega. A ona stwierdziła: -Ktoś nasyła na ciebie ataki. Chce, żebyś coś zrobił. Ataki te mogą się powtarzać regularnie, ale nie muszą, bo ich pan może zsyłać je kiedy chce. Ich długość może być kontrolowana jedynie wtedy, kiedy ich pan jest tuż obok dręczonego... W każdym razie, jest tylko jeden sposób, by zapobiec następnym atakom. -W tym momencie gwałtownie usiadłem na łóżku. Bałem się, że powie to straszne słowo. I powiedziała: -Magia. Tylko magia jest zdolna ochronić ciebie przed kolejnymi atakami...
Zerwałem się z łóżka jak porażony. Wściekle krzyknąłem na nią, że nie chcę mieć nic wspólnego z magią i żeby się odczepiła. Była zaskoczona. Próbowała mnie uspokoić swoim opanowanym głosem:
-Uspokój się. Magia nic ci złego nie zrobi....
Wiedziałem, że miała rację, ale... -Urwał. Spojrzał uważnie na słuchaczkę. Na twarzy Minn'elle rysowało się zainteresowanie. -Nie. Nie wiedziałem, że ma rację. Teraz to wiem. Wtedy... nie chciałem przed sobą przyznać, że magia może mi pomóc. Broniłem się przed nią, jak tylko mogłem. Kazałem A'rie wyjść z mojego pokoju, a ona wstała i rzuciła mi wściekle:
-Dobrze, ale nie licz później na moją pomoc. -I wyszła.
Umilkł. Spuścił głowę.
-Dlaczego nie lubiłeś... -Zaczęła kobieta, ale Zegrzysław niemal krzyknął na nią:
-Nie lubiłem!? Ja nienawidziłem magii przez całe życie!
Między nimi zapanowało milczenie pełne napięcia. Minn'elle wyglądała na zaskoczoną, nie wiedziała, co powiedzieć. Na twarzy więźnia malowało się napięcie. Przełknął ślinę i powiedział w miarę spokojnym, opanowanym głosem:
-Przez całe życie uważałem, że magia zabiła zabiła mi to, co najbliższe... Straciłem przez nią rodzinę... -Wyglądał tak, jakby miał się popłakać.
Zazgrzytały drzwi. Na twarzy Zegrzysława odmalowało się lekkie przerażenie. Do lochu wszedł Daniel. Podszedł do kobiety i przytulił ją do siebie.
-Wiem, że nie chciałaś ze mną być i jesteś ze mną tylko z obowiązku...-Mruknął. -Ale to nie daje ci prawa... -Uderzył ją w twarz, tak, że potoczyła się na ziemię z jękiem. -To był tylko przyjacielski pocałunek w policzek, co? -Jego ton był ostry. Spoglądał groźnie na Minn'elle. -Ale to nie jest nasz przyjaciel. Na przyszłość, więcej tego nie rób. -Kobieta wstała, spojrzała na Daniela, po czym powiedziała:
-Jestem kobietą, ale nie twoją własnością. -I wyszła.
W lochu pozostali dwaj mężczyźni. Jeden brunet, drugi białowłosy. Patrzyli na siebie przez chwilę w milczeniu, po czym ten ostatni rzekł:
-Wiesz, tak sobie myślałem, że za mało dałem ci czasu do namysłu. Mam nadzieję, że jutro już będziesz wiedział, jak postąpić, prawda? -Machnął palcami. Zegrzysław wrzasnął i zgiął się. Oprawca uśmiechał się. -No to na razie. -I wyszedł, zostawiając więźnia pełnego bólu. Po jakimś czasie znów zemdlał.
* * *
Gdy się obudził, poczuł nowe rany na ciele. Poczuł też ulgę, że atak minął. Nie wiedział, ile czasu już minęło. Był głodny i spragniony. Jeszcze bardziej był zmęczony. Zamknął oczy. "Co mam robić?" -Myślał. -"Jeśli przyjmę drugiego pana i jeśli ktokolwiek się o tym dowie, to mój pierwszy pan każe mnie ściąć. Reszta uzna, że straciłem honor... Co robić?". Czuł się zdruzgotany. Żałował, że nie skorzystał z porady A'rie. Jej słowa: "Tylko magia może cię uratować" i "magia nic ci nie zrobi" ciągle do niego powracały i dręczyły. Tak, jakby uzdrowicielka chciała się na nim zemścić.
Zazgrzytały drzwi. Spojrzał w ich stronę z pewnym napięciem i zobaczył Minn'elle ubraną w zieloną suknię. Podeszła do niego i spytała:
-Co zamierzasz?
Milczał przez chwilę, po czym odpowiedział:
-Może się zgodzę i popełnię samobójstwo.
-Zgódź się. A ja podaruję ci czas, żebyś miał szansę nauczyć się magii. A gdy już to zrobisz... Wiesz, co robić. Wszystko to musi pozostać między nami... To jak będzie?
Zegrzysław chwilę się zastanawiał, po czym powiedział:
-Zgoda.
Uśmiechnęła się i powiedziała:
-To teraz skończ swoje opowiadanie... No i co później było, jak odrzuciłeś naukę magii?
Mężczyzna westchnął, po czym znów podjął swoją opowieść:
-Przez kilka dni ataki dały mi spokój. W tym czasie byłem obrażony na króla i na A'rie, że próbowali mi... pomóc za pomocą magii. Władca się dziwił, A'rie była na mnie wściekła. Unikałem jej, jak tylko mogłem. Pewnego wieczoru, zupełnie przez przypadek spotkałem ją w sali królewskiej. Król się jeszcze nie zjawił. Rzuciła mi: -Jesteś bohaterem, bo wolisz cierpieć niż skorzystać z pomocy. Ale to też oznaka głupoty.
Umilkł na chwilę.
-Gdy król przyszedł, przydzielił nam misje. A'rie miała wyleczyć czterech rycerzy, którzy zostali zranieni w królewskich lasach, a ja miałem się tam udać po złoczyńców, którzy tego dokonali. Zgodziliśmy się i ruszyliśmy w swoje strony.
Byłem zaskoczony całą sytuacją. Królewskie lasy to lasy, w których może przebywać jedynie król. Jest mało prawdopodobne, by na ich terenach kiedykolwiek - oprócz sługów króla i jego samego - ktoś przebywał. Coś mi więc zaczynało nie pasować w tej całej misji. Ale rozkaz jest rozkazem, więc musiałem się udać w to miejsce. Długo sam nie spędziłem w tym miejscu. Niespodziewanie otoczyło mnie kilku wojowników. Nie obawiałem się - w końcu jestem z nich najlepszy. Wyjąłem miecz, po czym chwycił mnie atak. Wypuściłem go z ręki i padłem na ziemię, jęcząc. Napastnicy się na mnie rzucili i związali. Tymczasem straciłem przytomność... -Urwał.
-I tak się tutaj znalazłeś. -Powiedziała Minn'elle.
Milczeli przez chwilę.
-Cze... Czemu mi pomagasz? -Spytał cicho.
Kobieta uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. Zazgrzytały drzwi. Wszedł Daniel. Spojrzał prosto w oczy więźnia i spytał:
-To jak będzie?
Zegrzysław zamknął oczy. Przełknął ślinę. Wiedział, że nie miał wyboru. Bał się. Co będzie, jak cała sprawa wyjdzie na jaw?
-Zgoda. -Powiedział. Otworzył oczy. Zobaczył uśmiech swojego oprawcy.
-I żadnych sztuczek. -Powiedział Daniel. Machnął palcem. Więzień wrzasnął i zgiął się. Oprawca machnął dłonią. Ból minął. -Straaaż!! -Zawołał.
* * *
Do zamku wjechał następnego dnia po uwolnieniu. Tuż przed wejściem do zamku spotkał A'rie.
-Gdzieś ty się podziewał? -Spytała, widząc, jak Zegrzysław wyciera dłonią spocone czoło. Było gorąco. -Pan cię szukał. Przez tydzień nikt nie mógł cię znaleźć. Nawet mag.
Mężczyzna spojrzał na uzdrowicielkę i powiedział:
-Miałem pewne porachunki do załatwienia. -Jego głos był spokojny, opanowany. -I wcale nie wynikło to z mojej chęci.
Wszedł do zamku.
-W królewskich lasach już nie ma żadnych złoczyńców. -Powiedziała, wchodząc za nim. -Za to król jest wściekły na ciebie, bo mu zniknąłeś... A miał dla ciebie zadanie.
Nie odpowiedział. Czuł się zbyt nieswojo. Chciał zostać sam, ale jakoś nie miał siły, by poprosić A'rie, by odeszła. Zatrzymali się przed wejściem do jednej z wież. Spojrzeli na siebie. Uzdrowicielka drgnęła. "Coś się w nim zmieniło" -pomyślała i zmarszczyła brwi.
-Król chce cię widzieć za godzinę. -Powiedziała, po czym odeszła. Zegrzysław westchnął ciężko i poszedł na górę wieży.
"Po kolacji poproszę A'rie o to, by mnie nauczyła czarów" -pomyślał. Bał się. Miał nadzieję, że Minn'elle dotrzyma swojej obietnicy. Jednocześnie wciąż do niego wracały słowa: "I żadnych sztuczek". Jedno wiedział na pewno - chciał żyć.
Wszedł do swojej komnaty.
* * *
Król uśmiechnął się, widząc swojego sługę w dobrym stanie.
-Czemuż cię tak długo nie było, mój Zegrzysławie?
-Miałem porachunki do załatwienia. -Odpowiedział mężczyzna o czarnych włosach, ubrany w białą szatę. Ukłonił się. -Nie wyniknęly one z mojej woli, najjaśniejszy panie.
-Powiedz tylko, z kim.
A'rie stanęła przy królu. Szepnęła mu coś do ucha. Chciała odejść, ale jej wzrok zatrzymał się na wojowniku. "Może się czegoś dowiem" -pomyślała.
-Daniel Kartosęki. Chciał zemsty, bo mu kiedyś ściąłem lewą dłoń. -Padła odpowiedź.
Król się roześmiał. Zegrzysława śmiech trochę przeraził, ale starał się nie okazać tego po sobie. A'rie zmarszczyła brwi. Coś jej tu nie pasowało. "Z tego, co wiem -pomyślała -to Daniel nie należy do ludzi mściwych. I dlaczego właśnie miałby się mścić na najlepszym wojowniku? Nie lepiej byłoby..." -Urwała, jak porażona. Znała Daniela niemal od dzieciństwa i wiedziała, że jest bliższa prawdy, niż władca.
-Idźcie odpocząć -rzekł król -za godzinę będzie uroczysta kolacja.
* * *
Po kolacji A'rie sama przyszła do komnaty Zegrzysława.
-Co chciał od ciebie Daniel? -Spytała bez ogródek. Mężczyzna siedział na łóżku. Spojrzał na nią zaskoczony i powiedział:
-Skąd wiesz, że w ogóle coś chciał?
-Znam go od dzieciństwa. Znam go bardzo dobrze i wiem, że nie traciłby szansy na wykorzystanie kogoś, kto jest świetnym narzędziem do jego celu.
Nie odpowiedział. Uzdrowicielka dalej mówiła:
-To on nasyłał na ciebie ataki?
Skinął głową. A'rie podeszła do niego i spojrzała mu prosto w oczy.
-Czego chciał?
Przez chwilę panowało milczenie pełne napięcia. W końcu Zegrzysław wypalił:
-Pomożesz mi? Nauczysz mnie magii?
A'rie spojrzała gniewnie na swego towarzysza i dała mu klapsa w lewy policzek.
-Sam się ucz, skoro nie chciałeś, kiedy była potrzebna. -Powiedziała twardym głosem i skierowała się do wyjścia.
-Proszę, A'rie! To moja... Moja szansa na wolność...
-Sam jesteś sobie winien.
I wyszła. Wojownik zamknął oczy. "Boże -pomyślał -co robić?". Jego wzrok natknął się na miecz, który leżał oparty o ścianę. Wiedział, że ma mało czasu. Czy gdyby popełnił samobójstwo zachowałby jakiś honor? A może lepiej uciec? Ale wtedy...
Do jego komnaty weszło trzech rycerzy. Na ich czele stała A'rie. Zegrzysław podniósł się z łóżka. Uzdrowicielka podeszła do miecza mężczyzny i wzięła go do prawej dłoni.
-Zimny. -Powiedziała. -I ciężki.
"Za późno" -pomyślał wojownik i zamknął oczy. Rycerze podeszli do Zegrzysława. Jeden z nich powiedział twardym, beznamiętnym głosem:
-Idziesz z nami chłopaczku. Żadnych sprzeciwów, bo będziesz miał więcej problemów, niż teraz. Ralph, skuj go.
Zegrzysław poczuł, jak jakieś ręce zakuwają jego nadgarstki w kajdany.
* * *
Rzucili go przed tron króla. Potknął się i w rezultacie padł na kolana. Przed nim pojawił się władca we własnej osobie. Zegrzysław zamknął oczy.
-Więc zdradziłeś. -Powiedział król. -Wiesz, że jest to najochydniejszy czyn wobec króla, jakiego może dokonać jego sługa? Dla kogo pracujesz, co miałeś zrobić i co ci on za to ofiarował?
"Teraz to już wszystko jedno" -pomyślał więzień. Otworzył oczy i powiedział:
-Pracuję dla Daniela Kartosękiego. Ja mu miałem dostarczyć informacji, które potrzebne mu były....
-Do czego?! -Wrzasnął król. A'rie ten ruch zaskoczyło. Zegrzysława zatkało. Przez moment w sali panowała cisza.
-Powiedz panu, do czego były potrzebne owe informacje Danielowi Kartosękiemu. -Powiedziała ze spokojem A'rie. Wbrw pozorom, sporo wysiłku kosztowało ją wypowiedzenie tych słów.
-Daniel Kartosęki szykował spisek przeciw panu, najjaśniejszy królu... -Powiedział wojownik i urwał. -Ja miałem mu w tym spisku pomóc.
-Za co? -Spytał władca, tym razem jego głos był opanowany.
-Za... -Spojrzał na A'rie. -Za życie. I brak ataków.
Uzdrowicielka poczuła lekkie ukłucie w sercu. To nie jego wina, że zdradził króla? Przecież, gdyby chciał, to mógł przyjąć jej pomoc... Ale Zegrzysław ostatecznie chciał, by go nauczyła magii...
-Do lochów z nim! -Rzucił władca. -Jutro na Wyspie Strateńców, wieczorem zostanie powieszony! Nie chcę go więcej widzieć na oczy!
* * *
A'rie siedziała na zamkowym murku. Powinna być zadowolona z siebie. Uniemożliwiła spiskowcom zabicie króla. Westchneła ciężko. Oglądała zachód słońca. Jutro, o tej samej porze zginie Zegrzysław. Młody człowiek, który chciał żyć... Który wiele przeszedł... Z jakiegoś powodu przecież musiał się bać magii, prawda? Zmarszczyła brwi.
Zeskoczyła z murku. I poszła do lochów. Zastała Zegrzysława ze skutymi nadgarstkami i nogami. Leżał na podłodze. I miał zamknięte oczy.
-Czego? -Spytał nieco gniewnie na wejście A'rie. Kobieta się uśmiechnęła. I podeszła do leżącego.
-Obserwując zachód słońca zaczęłam o tobie myśleć -powiedziała -i zastanawia mnie, czemu się odwracałeś od magii?
-Błagam -jęknął -tylko nie każ mi opowiadać...
Zacisnął pięści. Zamknął oczy.
-Powiedz to najkrócej, jak tylko potrafisz. -Powiedziała.
-Moją rodzinę zabił mag... Chciał uśmiercić tajemnicę, którą posiedli... -Z jego oczu wypłynęło kilka łez.
-Nic więcej nie musisz mówić. -Dotknęła jego ramienia. Spojrzał na nią. Uśmiechnęła się. -Przepraszam. -Szepnęła i wyszła.
Wiedziała, że nie ma zbyt wiele czasu.
* * *
Weszła do karczmy "Bez magii". Spojrzała na zgromadzonych. Przy pewnym stole siedziały dwie elfki z trzema mężczyznami. A'rie podeszła do nich i rzuciła na stół pięćdziesiąt złotych monet. Nieznajomym zabłysły oczy.
-Jutro, o 14. Szlak wyjeźdźców przy Białych Drzewach. -Powiedziała uzdrowicielka, po czym wyszła.
* * *
Jechał w klatce. Czuł się beznadziejnie. Chciał normalnie żyć. Czy to takie trudne?! Czemu magia się czepia jego rodziny? Nie był przecież wybrańcem, który ma uratować świat.
Nagle powóz się zatrzymał. Otoczyły ich dwie elfki i trzech mężczyzn. Rycerze nie byli na to gotowi. Jeden z napastników został zraniony w ramię, za to drugi przebił jednemu z rycerzy szyję. Walka była zacięta i krwawa. Elfki otworzyły drzwi do klatki i wyciągnęły stamtąd Zegrzysława. Jedna z nich wcisnęła ukradkiem list do kieszeni więźnia. Uśmiechnęła się.
-To od A'rie. -Powiedziała.
Zegrzysław nie wiedział, co się dzieje, ale było mu już wszystko jedno. Elfki odkuły go z kajdan i powiedziały, żeby uciekał do innego miasta lub kraju.
-Dziękuję. -Powiedział Zegrzysław.
* * *
Stał na skale. Obserwował zachód słońca. Wyjął list z kieszeni. To od A'rie. Zamknął oczy i pomyślał: "Nie wiem, dlaczego to zrobiłaś, A'rie, ale dziękuję. Niech Bóg będzie z tobą", po czym zaczął czytać:
Drogi Zegrzysławie,
To ja poprosiłam ich, żeby Cię uwolnili. Zrozumiałam, że źle postąpiłam, nie dając Ci drugiej szansy. Zasłużyłeś na nią. Przepraszam, że nie chciałam Tobie pomóc. Mam nadzieję, że oboje zrozumieliśmy ważne sprawy... Jeszcze jedno, Zegrzysławie... Jeśli magia się Ciebie czepia, to znaczy, że ona chce Ciebie. Żąda i potrzebuje. Musisz spełnić jej oczekiwania, byś mógł szczęśliwie i spokojnie żyć.
Z szacunkiem,
A'rie".
Zegrzysław uśmiechnął się. Spojrzał w prawie już niewidoczne słońce i puścił kartkę z listem uzdrowicielki. Pozwolił, by wiatr zabrał jej ostatnie słowa skierowane do niego.

digg it
del.icio.us